Kto ma internet, ten ma władzę (3)

W czerwcu 2009 roku doświadczenia z internetowych kampanii wyborczych Roh Moo Hyuna i Barracka Husseina Obamy oraz wnioski z wydarzeń w Mołdawii stały się inspiracją dla Mir Houseina Mousaviego, byłego premiera Iranu i przeciwnika rządzącego w nim od czterech lat prezydenta Mahmuda Ahmadineżada. W serwisie społecznościowym Facebook, popularnym wśród młodych i wykształconych ludzi zgromadził on ponad 170 tysięcy zwolenników. Tym razem jednak wypadki potoczyły się zupełnie inaczej.

W Iranie dostęp do Internetu mają 23 miliony ludzi – jedna trzecia wszystkich mieszkańców. Jeszcze popularniejsze są telefony komórkowe. Jednak od ponad 30 lat kraj jest religijną dyktaturą, w której ostatni głos mają islamscy przywódcy – ajatollahowie. Ostre starcie było nieuniknione.

Gdy tylko w Teheranie zaczęły zbierać się tłumy zwolenników przegranego Mousaviego, zarzucający władzom sfałszowanie wyborów, pierwszą decyzją reżimu – oprócz wysłania policji na ulice – było wyłączenie telefonów komórkowych w stolicy i zablokowanie dostępu do serwisu Facebook. Jednak sam internet działał. Jak się okazało, władze miały powody, by nie wyłączać go całkowicie. Gdy na ulicach trwały krwawe starcia demonstrantów z policją, w sieci trwała inna wojna.

Cytowany przez „Wall Street Journal” ekspert ds. Internetu z Teheranu ujawnił anonimowo, że w czasie zamieszek irańskie władze po raz pierwszy użyły w pełni specjalnego urządzenia, umożliwiającego zbieranie informacji o użytkownikach sieci oraz przetwarzanie ich w celu dezinformacji. Urządzenie to o nazwie Platforma Wywiadowcza (pisałem o niej w tekście „Wszyscy jesteśmy obserwowani”, Focus nr 6/2009) wyprodukowała firma Siemens, która nie ujawnia, gdzie trafiło ok.100 sprzedanych dotąd egzemplarzy. Jak się okazało, jedną z Platform zakupiły władze Iranu.

Wykorzystywano ją dotąd głównie do podsłuchiwania rozmów telefonicznych, ale „internetowa mobilizacja” zwolenników Mousaviego spowodowała, że Platforma stała się jednym z głównych narzędzi walki z opozycją w sieci. Umożliwia ona bowiem tzw. głęboką inspekcję pakietów internetowych (DPI), co w praktyce oznacza możliwość sprawdzenia każdego maila, wpisu na forum, wiadomości w serwisie społecznościowym, a nawet ich przeredagowanie. Platforma jest w stanie odkodować każdą przesyłaną przez sieć wiadomość, usunąć z niej niepożądane słowa czy nawet całkowicie zmienić treść i powtórnie ją zakodować w czasie zaledwie kilku milisekund.

Irańscy internauci nie pozostali dłużni, chociaż ich możliwości bojowe były o wiele skromniejsze. Mimo to nawet przy ograniczonym dostępie do sieci internetowi partyzanci mogli, nie wychodząc z domów, zaopatrywać się w „broń” w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczyło, że ściągnęli na swój komputer odpowiednie oprogramowanie.

W poniedziałek 15 czerwca 2009 roku 25-letni londyńczyk Ryan Kelly (na zdjęciu) stwierdził, że na stworzonej przez niego internetowej witrynie „Page Rebooter” w ciągu jednej nocy liczba odwiedzin wzrosła z 700 do 41 000. Witryna zawierała programowanie, które automatycznie odświeżało strony internetowe co kilka sekund. Kelly, z zawodu informatyk, wykorzystywał ją do przeglądania wyników sportowych oraz kontrolowania aukcji na serwisie Ebay. Tym razem jednak liczba odwiedzin sugerowała, że „Page Rebooter” posłużył do innego celu. Poprzez częste odświeżanie stron można bowiem zatkać mniej wydajne serwery.

Podejrzenia Kellego potwierdził anonimowy mail: „Proszę wyłączyć na kilka dni swoją stronę internetową, gdyż jest ona wykorzystywana do ataków na inne witryny”. Kelly spełnił prośbę, ale już wkrótce otrzymał kolejnego maila: „Uruchom proszę swoją stronę najszybciej , jak się da. Potrzebujemy twojej pomocy w Iranie przeciwko Ahmadineżadowi”. Po chwili jego skrzynka mailowa zapełniła się podobnymi prośbami. Kelly uruchomił stronę.

– Nigdy nie przypuszczałem, że ludzie mieszkający 4,5 tysiąca kilometrów od Londynu będą potrzebowali jej w takim celu – wyznał później agencji CNN.

Jak się okazało, irańscy cyberdysydenci zaatakowali za pomocą „Page Reebota” strony internetowe prezydenta i rządu, oficjalnych gazet, policji, wojska, banków, sądów i firm transportowych. Za pomocą maili, w których wymieniali „listę celów”, rozpowszechniali także własny programik do ataków, DoS-LOC.exe.

Ale Ryan Kelly nie był jedyną osobą, która otrzymała prośbę o niewyłączanie swojej strony. W ten sam poniedziałkowy poranek 33-letni Jack Dorsey, twórca niezwykle popularnego serwisu mikroblogowego Twitter (Głośnik) odebrał telefon od pracownika Departamentu Stanu USA. Urzędnik prosił, by przełożyć o kilka dni prace nad planowanym na ten dzień przenoszeniem serwisu na bardziej wydajne serwery, gdyż może to zakłócić dostęp do Twittera dla irańskiej opozycji. Okazało się bowiem, że po wyłączeniu sieci komórkowych przez władze w Teheranie to właśnie Głośnik, umożliwiający szybkie wysyłanie liczących do 140 znaków wiadomości, zastąpił sms-y którymi wcześniej porozumiewali się przeciwnicy Ahmadineżada.

video>

Także filmowy portal YouTube stał się narzędziem walki dla irańskich cyberdysydentów. Dzięki niemu oddział BBC nadający w języku perskim dostawał z ogarniętego zamieszkami Teheranu średnio pięć amatorskich filmów na minutę (zobacz film powyżej).

W następnym odcinku: co się dzieje w krajach za „cyfrową kurtyną”.

Kto ma internet, ten ma władzę (2)

Wydarzenia 2001-2002 z Filipin i Korei pokazały, jak wielki wpływ na politykę mogą mieć nowoczesne technologie w rękach zwykłych ludzi. Politycy na całym świecie szybko wyciągnęli z tego wnioski – często zupełnie odmienne. Ci z demokratycznych krajów zaczęli planować swoje kampanie wyborcze tak, by jak najlepiej dotrzeć do młodych i wykształconych wyborców-internautów. Z kolei dyktatorzy zaczęli robić wszystko, by nie powtórzył się w ich krajach scenariusz Josepha Estrady czy Roh Moo Hyuna.

W 2004 roku Howard Dean (powyżej), kandydat Partii Demokratycznej w prawyborach w USA, zmobilizował za pośrednictwem swojego internetowego bloga 138 tysięcy wolontariuszy, którzy poprowadzili jego kampanię wyborczą w 820 miejscowościach na terenie Stanów Zjednoczonych. Fundusze na kampanię zdobywał dzięki datkom od internautów. Zwycięstwa wprawdzie nie uzyskał, ale przetarł szlak swoim następcom, z których najpojętniejszym okazał się Barrack Hussein Obama. Ten już doskonale potrafił wykorzystać fakt, że w USA 160 milionów ludzi ma odstęp do Internetu, a 70 milionów korzysta z niego regularnie.

Wyborcza strona internetowa Barracka Obamy (powyżej) stała się głównym motorem napędowym jego kampanii w 2008 roku. Zawierała m.in. program o nazwie „Sąsiad z sąsiadem”, dzięki któremu każdy wyborca mógł sprawdzić, kto w jego najbliższej okolicy wciąż nie zadeklarował, na kogo będzie głosować. Do programu dołączona była instrukcja, jak przekonywać niezdecydowanych wyborców. To okazało się przełomem. Obama pokonał o 7 procent głosów kontrkandydata Johna McCaina, który nie potrafił zmobilizować wyborców przez internet. Jego doradcy nie rozumieli, że równie skutecznie można pozyskiwać głosy dzięki filmikom zamieszczanym na YouTube czy zdjęciom przyjaciół w serwisach Facebook i MySpace, co spotykając się z wyborcami na wiecach.

video>serwisy społecznościowe. Efekt? Zamiast spodziewanych 400 osób, na manifestację w centrum Kiszyniowa przyszło 15 tysięcy młodych ludzi (zobacz film powyżej).

Organizatorzy nie byli w stanie zapanować nad takim tłumem. Doszło do zamieszek, manifestanci splądrowali parlament i wdarli się do siedziby prezydenta. Aresztowano o 800 osób, ale komuniści zostali zmuszeni do powtórnego przeliczenia oddanych w wyborach głosów. Jeden z najbiedniejszych krajów europy stał się prekursorem nowego typu rewolucji – rewolucji „twitterowej”.

W następnych odcinkach: o cyberwojnie domowej w Iranie, sposobach walki politycznej w sieci oraz tym, co się dzieje w krajach za “cyfrową kurtyną”.

Kto ma internet, ten ma władzę (1)

Bronią buntowników XXI wieku nie są już kamienie i butelki z benzyną, a telefony komórkowe i komputery z dostępem do Internetu. Dyktatorzy na całym świecie także coraz mniej polegają na policji i wojsku, a coraz więcej inwestują w technologie, pozwalające na skuteczną walkę z cyberdysydentami. Kto wygra tę próbę sił?

video>dzięki Internetowi – mógł zobaczyć wstrząsające zdjęcia z ogarniętego powyborczymi zamieszkami Iranu.

Dla dyktatorskich reżimów internet i telefony komórkowe są dziś największym wyzwaniem. Z jednej strony – nie da się bez nich budować nowoczesnej i wydajnej gospodarki. Z drugiej – dla młodych i wykształconych ludzi z sieć stała się oazą wolności. Jak się okazało, bardzo niebezpieczną dla totalitarnej władzy.

Pierwszym prezydentem, który stracił urząd dzięki mailom i sms-om był Joseph Ejercito Estrada (powyżej). W ciągu trzech lat rządów ten filipiński populista zdefraudował kilka miliardów dolarów z państwowych funduszy. 20 stycznia 2001 roku wściekli mieszkańcy Manili, stolicy kraju, zaczęli rozsyłać do znajomych sms-y i maile o treści „Go 2EDSA, wear black”. Ten skrót oznaczał „Idź na (aleję) Epifanio de los Santos, załóż czarne ubranie”.

Zwołana przez komórki i komputery demonstracja zgromadziła milion ludzi. W ciągu następnych dni ubrany na czarno tłum gromadził się jeszcze kilkakrotnie. Prezydent Estrada musiał ustąpić (po czym został skazany na dożywocie).

Kiedy więc po wyborach w Iranie zwolennicy opozycyjnego kandydata Mir Hosseina Mousaviego (na zdjęciu powyżej) zapowiedzieli,  że nie uznają jego przegranej i zaczęli zwoływać się na demonstracje, jedną z pierwszych decyzji reżimu było wyłączenie nadajników telefonii komórkowej i blokada serwisu społecznościowego Facebook (odpowiednik naszej-klasy.pl), w którym Mousavi  prowadził wcześniej kampanię wyboczą, pozyskując tysiące młodych zwolenników. Wiedział, co robi. Siedem lat wcześniej inny „człowiek znikąd” wygrał w podobny sposób wybory w Korei Południowej.

W 2002 roku liberał Roh Moo Hyun nie miał szans na zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Trzy główne konserwatywne dzienniki kraju – mające 80 procent rynku – popierały kandydaturę Li Hoi Changa z Partii Narodowej. Również telewizja nie była mu przychylna. Nieoczekiwane poparcie przyszło ze strony serwisu internetowego OhmyNews.

Ten założony w 2000 roku portal w ciągu dwóch lat stał największym forum dyskusyjnym na świecie, działającym pod hasłem „Każdy obywatel jest reporterem”. Publikowało w nim swoje teksty 300 tysięcy dziennikarzy-amatorów, najczęściej nastawionych opozycyjnie wobec rządzącej ekipy i oficjalnych mediów.

Roh Moo Hyun (powyżej) jako pierwszy polityk na świecie zrozumiał, jaka siła drzemie w tym spontanicznym obywatelskim ruchu. Swoją kampanię wyborczą oparł na Internecie, do którego w 2002 roku miało dostęp już ponad 70 procent mieszkańców Korei Południowej, będącej jednym z najlepiej zinformatyzowanych krajów świata. Za pośrednictwem OhmyNews zaczęły powstawać lokalne komitety wyborcze, rozpoczęło się zbieranie funduszy i organizowanie wieców poparcia. 19 grudnia 2002 roku nadszedł dzień próby.

Pierwsze sondaże z dnia wyborów nie były korzystne dla Roh Moo Hyuna. Jego kontrkandydat miał cały czas przewagę. Wtedy wolontariusze z OhmyNews rozpoczęli rozsyłanie maili i sms-ów z prośbą o poparcie. Dotarły one do 800 tysięcy wyborców. Finisz głosowania był imponujący. W ciągu ostatnich kilku godzin przed zamknięciem lokali wyborczych liberał wyprzedził swojego konkurenta o 570 980 głosów. Roh Moo Hyun został pierwszym w historii prezydentem wybranym dzięki internautom.

W następnych odcinkach: o pierwszych internetowych kampaniach wyborczych w USA, cyberwojnach domowych w Mołdawii i Iranie, sposobach walki politycznej w sieci oraz tym, co się dzieje w krajach za „cyfrową kurtyną”.

Naziemna telewizja cyfrowa w Polsce: współpraca Agencji Medialnej z firmą Multimedia Polska

Cyfryzacja telewizji naziemnej w Polsce będzie największym tego typu wydarzeniem od 38 lat, kiedy na masową skalę zostało uruchomione nadawanie w kolorze. Co najmniej 5 milionów Polaków będzie musiało wymienić telewizory lub wyposażyć je w dodatowe dekodery, by móc dalej odbierać sygnał telewizyjny.

Agencja Medialna od kwietnia prowadzi dla firmy Multimedia Polska blog poradniczy www.multi-blog.pl, poświęcony telewizji cyfrowej. Temat ten jest w Polsce mało znany m.in. z powodu braku zorganizowanej kampanii informacyjnej. Tymczasem już 30 września br. rozpoczyna się emisja telewizji cyfrowej w kilku pierwszych miastach w Polsce.

  • Polecam lekturę wywiadu ze Stefanem Kamińskim, prezesem Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji i jednym z najlepszych w Polsce ekspertów od telewizji cyfrowej.

Zainteresowanych tematem proszę o kontakt mailowy na adres: biuro@amaf.pl

Podręcznik dziennikarstwa dla reporterów i wydawców niezależnych gazet lokalnych na Ukrainie, Białorusi i w Azji Centralnej

W lipcu Agencja Medialna zakończyła pracę nad przygotowaniem podręcznika dla dziennikarzy niezależnej prasy na Wschodzie. Projekt finansowany przez organizację pozarządową Wschodnioeuropejskie Centrum Demokratyczne (EEDC) został zrealizowany wspólnie z firmą doradczą Ex-Press, specjalizującą się w grafice prasowej.

60-stronicowa książka zawiera najważniejsze informacje pozwalające na zaplanowanie działalności wydawniczej zarówno od strony dziennikarskiej, jak i promocyjnej, marketingowej i technicznej. Zawiera liczne ilustracje i przykłady, a także odpowiedzi na najczęście zadawane pytania.

Książka została przetłumaczona na język rosyjski, w planach jest też wydanie jej w innych językach narodowych krajów b. ZSRR. Prawa do dystrybucji posiada EEDC. Wkrótce pełna wersja książki w formacie PDF ma być dostępna na stronie internetowej tej organizacji. Dzięki temu nawet dziennikarze z najbardziej odległych rejonów Azji Centralnej będą mogli pobrać ją przez sieć.

Dziennikarz-freelancer: współpraca Agencji Medialnej z magazynem Focus

Wpółpraca Agencji Medialnej z wydawnictwem Gruner&Jahr zaoowocowała publikacją – w czasie niespełna 4 miesięcy – 14 tekstów o bardzo różnorodnej tematyce.

W numerze marcowym Focusa na okładce pojawił się temat o somalijskich piratach i ich powiązaniach z islamskimi grupami terrorystycznymi. Po zimowej przerwie piraci wznowili bowiem aktywność i prasa całego świata znów zaczęła poświęcać im  miejsce na pierwszych stronach. Magazyn Focus – chociaż jest miesięcznikiem i jego cykl produkcyjny trwa długo – wstrzelił się z tematem w doskonały czas. Zainteresowanym polecam lekturę tekstu „Świat kontra piraci”. 

 

Również w marcu na okładce Focusa Historia znalazł się temat o nieuleczalnej ludzkiej chciwości jako przyczynie światowego kryzysu ekonomicznego „Kronika zapowiedzianego krachu”. Redakcja poświęciła różnym aspektom recesji także wydany w maju numer specjalny, zawierający m.in. tekst „Kryzys lepszy od viagry”.

 

 

W kwietniu na okładce Focusa ukazał się tekst o badaniach naukowych, dotyczących zorganizowanej przestępczości. W tym samym numerze znalazł się artykuł o kłopotach współczesnej cywilizacji z ilością wyproduowanych przez nią informacji „Inwazja niezniszczalnych danych”. Kwietniowy Focus Historia zamieścił z kolei mój tekst o ucieczkach z obozów jenieckich w czasie II Wojny Światowej. 

 

 W czerwcowym numerze Focusa znalazł się tekst o wyrafinowanych metodach śledzenia ludzi przez służby wywiadowcze, a w Focusie Ekstra publikacje dotyczące najnowszych badań na temat seksu (Polecam „Cenę orgazmu”). Równie ciekawie zapowiada się kolejny numer specjalny o ekstremalnych psychicznych i fizycznych doświadczeniach ludzi, który ma ukazać się 3 lipca. 

Jak ściągnąć MILION internautów za ZERO złotych czyli magia blogów poradniczych

Agencja Medialna zakończyła pracę nad blogiem poradniczym firmy Knauf w styczniu br. po osiągnięciu rezultatu miliona wizyt. Ale opublikowane w sieci 500 wpisów tekstowych, prezentacji Power Point i filmów instruktażowych rozpoczęło własne życie, ściągając na blog coraz to nowych internautów, zainteresowanych nowoczesnymi technologiami budowlanymi.

Rezultat? W ciągu 5 miesięcy br. stronę Knaufblog.pl odwiedziło 655 tysięcy osób. Profil Knaufbloga na YouTube, gdzie opublikowanych jest 47 filmów instruktażowych zwiększył swoją oglądalność do ponad 811 tysięcy widzów, co oznacza wzrost o 310 tysięcy od stycznia do końca maja. Oglądalność prezentacji Power Point Knaufa umieszczonych na serwisie SlideShare wzrosła w tym czasie o 50 tysięcy wizyt.

Łączny wynik ostatnich 5 miesięcy działania Knaufbloga i powiązanych z nim profili na serwisach społecznościowych to w rezultacie ponad MILON nowych wizyt internautów, mimo, że w tym czasie nie został opublikowany ŻADEN nowy wpis, film ani pokaz slajdów, a wydatki firmy na utrzymanie strony wyniosły ZERO złotych. Ten wynik pokazuje prawdziwą siłę internetu, w którym raz umieszczona informacja nie ginie, a wręcz przeciwnie – pnie się w rankingach wyszukiwarek tym wyżej, im dłużej jest w sieci.

Musi jednak spełnić warunek – wpis taki powinien odpowiadać na pytania, które stawiają sobie często internauci. Inaczej mówiąc, musi zawierać kompetentne, ciekawe i aktualne przez długi czas porady.

Przy okazji warto porównać sobie cykl życia prasy poradniczej z internetem. Ta pierwsza trafia na makulaturę najpóźniej po miesiącu od wydrukowania. Wpisy na blogach mogą fukcjonować całymi latami, obrastając komentarzami, forami dyskusyjnymi czy profilami w serwisach społecznościowych. I to wszystko za kilkakrotnie mniejsze pieniądze, niż te wydawane na tradycyjne media.

Dobry start bloga poradniczego firmy Multimedia Polska

Agencja Medialna wspólnie z firmą Mediapolis rozpoczęła prowadzenie bloga poradniczego firmy Multimedia Polska – jednego z największych operatorów telewizji kablowej w kraju. Celem tej inicjatywy jest zwiększenie wiedzy na temat telewizji cyfrowej w Polsce.

Biorąc pod uwagę, że już we wrześniu br. rozpoczyna się proces cyfryzacji telewizji naziemnej, Multi-blog.pl wystartował w optymalnym momencie. Cyfryzacja będzie bowiem dla telewidzów największą rewolucją od czasu wprowadzenia kolorowej TV 38 lat temu. Z tym, że pod względem technicznym będzie to o wiele bardziej skomplikowane przedsięwzięcie – zarówno dla operatorów, jak i odbiorców.

Jak potrzebna jest wiedza na temat cyfrowej telewizji pokazał przykład Stanów Zjednoczonych, w których nadajniki analogowej TV miały zostać wyłączone już w lutym br. Gdy okazało się jednak, że co piąte gospodarstwo domowe nie jest przygotowane do tej operacji, prezydent Obama przedłużył czas wejścia cyfrowej TV do 12 czerwca 2009 roku.

W Polsce proces cyfryzacji ma zakończyć się do 31 lipca 2013 roku i obejmie 7,5 miliona gospodarstw domowych, korzystających obecnie z telewizji analogowej. We wrześniu br. pierwsze „cyfrowe wyspy” mają  pojawić się w Warszawie, Poznaniu, Zielonej Górze i Żaganiu. Mimo obietnic, kampanii informacyjnej w tej sprawie nie prowadzi ani Urząd Komunikacji Elektronicznej, ani Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

Nic więc dziwnego, że Multi-blog.pl z miejsca zyskał sobie dużą popularność. Już w pierwszym miesiącu odwiedziło go ponad 13 tysięcy internautów. A firma Multimedia Polska zyskała możliwość doskonałej promocji wśród społeczności Internetu.

Eksperymentalne gazety lokalne w Azji Centralnej

Agencja Medialna wspólnie z firmą doradczą Ex-Press przeprowadziła w marcu zaawansowane szkolenie dla dziennikarzy prasy lokalnej w Kirgistanie, zorganizowane przez organizację pozarządową East European Democratic Centre (EEDC). Szkolenie przeprowadzone w Karakol objęło dziennikarzy, którzy wcześniej brali już udział w prowadzonycyh przez AMAF seminariach EEDC i polegało na wydaniu 8-stronicowej, eksperymentalnej gazety zawierającej informacje z miasta i obwodu Issyk-Kulskiego (poniżej kilka stron).

Przygotowanie gazety zajęło 4 dni. W ich trakcie przypomnieliśmy materiał z wcześniejszego seminarium (w październiku 2008), opracowaliśmy wspólnie z uczestnikami koncepcję i makietę gazety, przeprowadziliśmy planowanie numeru i stworzyliśmy zespoły zadaniowe do realizacji wybranych tematów dziennikarskich.

Samo zrobienie gazety zajęło 1 dzień (robienie zdjęć, pisanie tekstów, redakcja i skład) co jak na Kirgistan jest rewelacyjnym wynikiem, gdyż jest to jeden z 32 krajów na świecie, w którym NIE MA prasy codziennej. Gazety centralne ukazuję się tam najwyżej 2-3 razy w tygodniu, a prasa lokalna to niemal w 100 procentach tygodniki (niektóre z nich ukazują się nieregularnie).

Szkolenie pokazało, że w kirgiskiej prasie lokalnej drzemie spory potencjał, który należy dalej rozwijać. Jest to bowiem jeden z nielicznych krajów Azji Centralnej, w którym reguły demokratyczne są w pewnym stopniu respektowane, a dziennikarze cieszą się sporą swobodą. Problemem jest przestarzała infrastruktura techniczna (drukarnie), przyzwyczajenia z prasy sowieckiej (wielu redaktorów z tamtych czasów jeszcze pracuje) oraz słaby rynek reklamowy.

Mimo tych barier Kirgistan jest krajem otwartym na zmiany i nowe technologie, o czym świadczy choćby liczba użytkowników internetu. Jest ich 23 razy więcej, niż w sąsiednim Tadżykistanie, mimo, że w Kirgistan liczy o 1/3 mniej ludności. Dzięki temu praca przy gazecie w Karakole była o wiele łatwiejsza i przyjemniejsza, niż podobne szkolenie przeprowadzone przez Agencję Medialną pół roku wcześniej w tadżyckim Chodżencie, które również skończyło się wydaniem ekperymentalnego numeru (poniżej kilka stron).

W nagrodę za terminowe skończenie pracy nad gazetą w Karakole zafundowaliśmy sobie kilkugodzinne szaleństwo na nartach w górach Tien-Szan, na wysokości 3500 metrów n.p.m.

Zainteresowanym Kirgistanem polecam mój tekst o tym kraju opublikowany przez Gazetę Wyborczą.