Posts Tagged ‘polityka’

Moje teksty dla Polityki

piątek, kwiecień 22nd, 2016

70. rocznica zakończenia II Wojny Światowej była okazją do wydania Pomocnika Historycznego Polityki. Znalazło się w nim osiem moich tekstów, poświęconych działaniom tajnych służb i ich wpływom na przebieg i zakończenie wojny:

  • Agenci double cross (O brytyjskim systemie podwójnych agentów i jego twórcy, Johnie Mastermanie)
  • Tajemnice utraconych archiwów (Jak archiwa polskiego wywiadu wpadły w ręce nazistowskich i sowieckich służb?)
  • Spiskując z wrogiem (O kontaktach polskiego podziemia i wywiadu ze służbami niemieckimi)
  • Dopaść Salamandra (Po co Józef Retinger, szara eminencja rządu londyńskiego, znalazł się w Warszawie tuż przed wybuchem powstania i dlaczego polskie podziemie próbowało go zabić?)
  • Szpiegowanie ponad podziałami (O wojennej współpracy wywiadowczej Polski i Japonii)
  • Czerwona Orkiestra i salonik pani Leli (Polskie siatki wywiadowcze, które pracowały dla Stalina)
  • Wiedzieliśmy wszystko, nie widzieliśmy nic (Dlaczego doszło do Pearl Harbor, skoro Amerykanie od dawna odczytywali tajne japońskie depesze?)
  • Wyścig po uran (Gdyby nie pewna kopalnia w Kongo, Ameryka nie byłaby w stanie zbudować bomby jądrowej)

W Polityce opublikowałem też kilka innych tekstów dotyczących historii XX wieku:

  • Swing hail! (O jazzowych subkulturach III Rzeszy, które postawiły się Hitlerowi i nazistom)
  • Texel – ostatnia bitwa II wojny światowej (Przez dwa tygodnie po kapitulacji Berlina gruziński oddział walczył z Niemcami na holenderskiej wyspie)
  • Samotny wojownik Lemkin (Polak, który stworzył i wprowadził do światowego prawa pojęcie zbrodni ludobójstwa)
  • Orgazm, pianole I supertorpedy (Jak najpiękniejsza kobieta świata Hedy Lamarr i jej przyjaciel, kompozytor George Antheil opatentowali broń, która wyprzedzała swoją epokę)
  • Koniec wojny, idziemy na zakupy! (O tym, co Amerykanie kupowali w czasie wojny na kartki i jak ich zniesienie rozpoczęło wielki konsumpcyjny boom, który całkowicie przemienił Stany)
  • Lubił wiercić (Stanisław Szczepanowski; nafciarz, marzyciel, bankrut - o zapomnianym dziś przemysłowcu, których chciał przełamać wielowiekowe zacofanie Galicji, a skończył zrujnowany, chory i oskarżony o oszustwa)

Nowe teksty dla Polityki, Focusa i Gazety Wyborczej

piątek, marzec 20th, 2015

Od sierpnia 2014 do marca 2015 opublikowałem w Polityce, Focusie i Gazecie Wyborczej ponad dwadzieścia tekstów o wyjątkowo różnorodnej tematyce, w tym pięć dużych rankingów dla GW:

  • Łowcy uranu. Wyścig po bombę atomową zaczął się w 1939 roku. Polityka, lipiec 2014
  • Orbitalna zimna wojna (o tym, jak wyścig zbrojeń między USA i ZSRR napędzał wyścig kosmiczny i dlaczego mimo przewagi Stanów Zjednoczonych pierwszym kosmonautą został Rosjanin). Focus, wrzesień 2014
  • Zrób sobie jesień w średniowieczu. Superranking polskich zamkowych hoteli. Gazeta Wyborcza (Magazyn Świąteczny), 27.09.2014
  • Czarne lata Interpolu (o SS-manach kierujących międzynarodową organizacją policji kryminalnych). Polityka, wrzesień 2014
  • Psychopaci w koronach (dlaczego politycy częściej niż reszta populacji cierpią na problemy psychiczne i jak wpływa to na sprawowanie przez nich urzędów). Focus, październik 2014
  • Jak pławimy się w luksusach. Ranking apartamentów. Gazeta Wyborcza (Magazyn Świąteczny), 15.11.2014
  • Grzyb na horyzoncie (o momentach w historii XX wieku, kiedy świat znalazł się na krawędzi wojny atomowej). Focus, listopad 2014
  • Narciarski luksus po polsku. Ranking ekskluzywnych hoteli górskich. Gazeta Wyborcza, listopad 2014
  • Szwedzki łącznik. Kto 30 lat temu zabił szwedzkie dziennikarki? (niewyjaśniona historia śmierci Cats Falck i Leny Gräns, które wpadły na trop handlu bronią między Szwecją a NRD). Polityka, listopad 2014
  • Wyścig po arcydzieła (o ekipie historyków sztuki, która tuż po wojnie wyruszyła na poszukiwania zrabowanych przez nazistów skarbów polskiej kultury). Focus, grudzień 2014
  • Kto rządzi światem? (Czym naprawdę jest Klub Bilderberg i Komisja Trójstronna, kto należy do tych organizacji, jaki jest ich wpływ na politykę i gospodarkę - teorie spiskowe i rzeczywistość). Sekrety Nauki, nr 1/2015
  • Pranie mózgu o amerykańsku (czego dotyczył supertajny amerykański program MK-Ultra, prowadzony w czasie “zimnej wojny”). Sekrety Nauki, nr 1/2015
  • Sekretne armie NATO (czym były tajne organizacje “stay behind” i jaki był ich związek z serią zamachów terrorystycznych w latach 70. i 80. XX wieku). Sekrety Nauki, nr 1/2015
  • 50 kobiet, które się liczą. Pierwszy ranking najbardziej wpływowych Polek, oparty na twardych danych (3 odcinki). Gazeta Wyborcza, 19-21 01.2015
  • Polskie miasto w Chinach (Jak funkcjonowała polska kolonia w Harbinie i jaki był jej udział w wyzwoleniu miasta z rąk Japończyków w sierpniu 1945 roku). Focus, styczeń 2015
  • Szał na sale. W których polskich salach koncertowych muzyka wybrzmiewa najlepiej. Gazeta Wyborcza (Magazyn Świąteczny), 31.01-1 02.2015
  • Zwycięzcy na kredyt (o tym, jak pieniądze decydowały o przegranej lub wygranej w wojnach i dlaczego niektóre kraje wciąż jeszcze spłacają długi z I wojny światowej). Focus Historia, luty 2015
  • Polskie składy atomowe (o przechowywanej w PRL broni atomowej i ludziach, którzy mieli jej użyć w czasie wojny z krajami NATO). Focus, luty 2015
  • Aktywiści i bogacze odzyskują centra miast (o trendzie powrotów do centrów miast i związanym z tym boomem na luksusowe apartamenty w kamienicach). Gazeta Wyborcza (Magazyn Świąteczny), 28.02-1 03.2015
  • Polskie pożegnanie z Afryką (o polskich planach kolonizacji Afryki w okresie międzywojennym). Focus, kwiecień 2015

Rankingi miast dla Gazety Wyborczej

czwartek, maj 15th, 2014

Współpraca z Gazetą Wyborczą zaowocowała dwiema dużymi publikacjami: Rankingiem miast przyjaznych dla młodych ludzi i rankingiem najbardziej grzesznych miast. Ta ostatnia publikacja dotyczyła 21 miast, w których znajdują się redakcje GW i ukazała się niedługo przed świętami Wielkiej Nocy, co było nieco żartobliwą sugestią, by mieszkańcy Sin Cities przeprowadzili w tym czasie porządny rachunek sumienia. Tekst składał się z trzech części, w których oceniany był poziom grzeszności dla każdego z siedmiu grzechów głównych (poniżej link do pierwszego odcinka):

Poważniejszy charakter miał pierwszy, również trzyodcinkowy ranking, który ukazał się w połowie lutego. W tym zestawieniu 21 miast zostały wzięte pod uwagę najważniejsze czynniki, jakie decydują o jakości życia dla młodych ludzi: dostępność pracy, zarobki, polityka prorodzinna, ceny kupna i wynajmu mieszkań, aktywność lokalnej społeczności i wiele innych. Na tej podstawie została ustalona kolejność miast najbardziej i najmniej przyjaznych dla młodych ludzi (link do odcinka finałowego poniżej):

Moje teksty w Polityce i Wprost

niedziela, kwiecień 20th, 2014

Przez ostatnie pół roku opublikowałem 16 tekstów w tygodnikach Polityka i Wprost, głównie o tematyce historycznej oraz związanej z wydarzeniami na Ukrainie. Poniżej lista z krótkim omówieniem i linkiem do materiału:

  • Człowiek, który odzyskał 30 tysięcy dzieci (opowieść o Romanie Hrabarze, prawniku, który tuż po wojnie wyruszył do Niemiec na czele misji PCK, by poszukiwać polskich dzieci wywiezionych do Niemiec w celu germanizacji) Polityka 31/2013
  • Andersa skok na kasę (tajemnicze okoliczności zabójstwa płk.Hańczy, który nie chciał wydać generałowi milionowych kwot z tajnego funduszu “Drawa”) Wprost 38/2013
  • Korporacja AK (co się działo z pieniędzmi przekazywanymi z Londynu na działalność Armii Krajowej i jakie kwoty pobierali z jej kasy etatowi konspiratorzy?) Wprost 41/2013
  • Uwolnić Grota (kulisy planowanej ucieczki z obozu koncentracyjnego aresztowanego przez gestapo szefa polskiego podziemia, w której pomoc zaoferowali mu banderowiec i SS-man) Wprost 43/2013
  • Kobiety w mieście umarłych (tuż po wyzwoleniu w lewobrzeżnej Warszawie było 200 tysięcy zwłok. Ich identyfikacją i pochówkiem musiały zająć się kobiety) Polityka 44/2013
  • Niepodległość na raty (W II RP dzień 11 listopada nie był przez długi czas świętem państwowym. Odzyskanie niepodległości opisywano wówczas zupełnie inaczej, niż dziś) Wprost 45/2013
  • Latający tygrys z Polski (jedynym żołnierzem, który walczył w wojnie wypowiedzianej przez Polskę cesarstwu japońskiemu, był pilot Witold Urbanowicz) Wprost 48/2013
  • Konspiracja pod czerwoną latarnią (jak Armia Krajowa wykorzystywała domy publiczne jako konspiracyjne skrzynki kontaktowe i co to oznaczało dla łączniczek) Wprost 50/2013
  • Don Kichot z Zakopanego (postać hrabiego Władysława Zamoyskiego, który kupił na licytacji Zakopane i nie zważając na przeciwności zamienił je ze zdegradowanej przemysłowej osady w słynny kurort) Wprost 1/2014
  • Wzorowy polski łagier (o największym powojennym obozie pracy przymusowej w Jaworznie i dokonywanych w nim morderstwach) Polityka 2/2014
  • Wyspa ojca Fitzgeralda (o amerykańskim zakonniku, który już w latach 50. XX w. przedstawił pomysł stworzenia miejsca odosobnienia dla księży-pedofilów na jednej z karaibskich wysp) Wprost 3/2014
  • Trzej przyjaciele z Majdanu (”życiorysy równoległe” Kliczki, Jaceniuka i Tiahnyboka - co łączy, a co dzieli liderów ukraińskiej rewolucji?) Wprost 6/2014
  • Czas kobiet (historie pierwszych ośmiu kobiet, które 95 lat temu zostały posłankami do Sejmu RP i ich walki o prawa polityczne) Polityka 8/2014
  • Lenin wiecznie żywy? (Kulisy wydarzeń, które doprowadziły do stworzenia najsłynniejszej mumii świata i rosyjskiej modzie na konserwację zwłok, popularnej zwłaszcza w środowiskach przestępczych) Wprost 10/2013
  • Jak wyhodować dyktatora i na tym zarobić? (o tym, jak zrabowane przez bolszewików złoto otworzyło drogę do budowy totalitarnego mocarstwa i ludziach, którzy pomagali im omijać nałożone wówczas na Rosję sankcje) Wprost 13/2014
  • Ulubiony strateg Putina (postać Jewgienija Messnera, który stworzył koncepcję wojny-chaosu, realizowanej obecnie przez Rosję wobec Ukrainy) Wprost 15/2014

Kto ma internet, ten ma władzę (4)

środa, październik 21st, 2009

Największym krajem, któremu dziś udaje się kontrolować internet, są Chiny. Dlatego w ostatnich latach do Pekinu pielgrzymują ministrowie informacji dyktatorskich rządów, by wprowadzić tamtejsze doświadczenia także w swoich państwach. Do krajów, które organizacja Reporterzy Bez Granic (RSF) uznała za „wrogów Internetu” należą oprócz Chin także Birma, Kuba, Egipt, Iran, Korea Północna, Arabia Saudyjska, Syria, Tunezja, Turkmenistan, Uzbekistan, Wietnam oraz Białoruś. Korzystanie z sieci jest tam często ograniczone do ściśle kontrolowanych przez policję kafejek internetowych, a za publikowanie „treści antypaństwowych” w internecie grożą wieloletnie wyroki więzienia.

Do 1998 roku przeciętny Chińczyk nie miał w ogóle możliwości korzystania z sieci. Jednak partia komunistyczna, obawiając się, że doprowadzi to do cywilizacyjnego zacofania kraju, zgodziła się na publiczny dostęp do Internetu. Jednocześnie rozpoczęło się wdrażanie projektu o nazwie Złota Tarcza, który jest dziś uważany za najbardziej wyrafinowany system cenzury na świecie.

Projekt, który poza granicami Chin zyskał sobie szybko nazwę The Great Firewall of China, umożliwia obecnie kontrolę 130 milionów internatów w tym kraju (więcej jest tylko w USA) na wiele różnych sposobów. Poza blokowaniem dostępu do stron zawierających niepożądane przez władze zwroty, takie jak „ Tian’anmen”, „Falun Gong,”, Dalaj Lama”, „Tybet”, „Tajwan” i tysiące innych, w całym kraju prowadzona jest akcja wyłapywania osób publikujących zakazane treści oraz webmasterów, próbujących ominąć blokady. Według organizacji Amnesty International w Chinach co najmniej 54 osoby są więzione za publikacje w sieci. Według Reporterów bez Granic cyberdysydentów jest co najmniej 81.

Jednak w sytuacji, gdy w chińskiej sieci każdego dnia przybywa 50 tysięcy nowych blogów, rząd nie ma możliwości kontroli wszystkiego za pomocą techniki i policji. Dlatego władze zatrudniają w całym kraju 30 tysięcy cenzorów, którzy ręcznie usuwają nieprawomyślne wpisy lub zmieniają ich treść. Dodatkowo władze Pekinu rozpoczęły ostatnio rekrutację 10 tysięcy społecznych „kontrolerów sieci”, którzy mają pomóc urzędnikom w monitorowaniu 370 tysięcy stron internetowych zarejestrowanych w tym mieście.

Chiński rząd wykorzystuje także sprytnie fakt, że olbrzymi internetowy potencjał kraju (na razie dostęp do sieci ma w nim niecałe 10 procent obywateli) jest łakomym kąskiem dla firm takich jak Microsoft, Google czy Yahoo!. Warunkiem wpuszczenia tych firm do kraju jest zgoda na cenzurę chińskiej wersji ich produktów. W ten sposób Microsoft musiał zgodzić się na blokowanie słowa „wolność” w blogach internatów, Google na usuwanie niepożądanych przez władze stron z chińskiej wersji wyszukiwarki, MySpace na wyrzucenie z serwisu grup dyskusyjnych dotyczących religii i polityki, a Skype na wycinanie „niebezpiecznych” słów z rozmów tekstowych.

Najdalej posunął się portal Yahoo!, który udostępnił chińskim władzom adres IP komputera i e-maila opozycjonisty Shi Tao, oskarżonego przez władze o ujawnienie, za pośrednictwem skrzynki mailowej Yahoo!, tajnej instrukcji, jak prasa ma reagować na 15 rocznicę masakry na placu Tian’anmen. Na podstawie tych dowodów Shi Tao został skazany na 10 lat więzienia.

Eksperci przyznają jednak, że nawet najbardziej totalitarnym reżimom nie uda się na dłuższą metę kontrolować ani ograniczać wolności w sieci. Na świecie jest już 1,6 miliarda użytkowników Internetu co oznacza, że co czwarty człowiek może kontaktować się bezpośrednio z innymi mieszkańcami naszej planety. Do telewizji BBC przeciekł niedawno nakręcony komórką film pokazujący, jak studenci uniwersytetu w Hawanie ostro skrytykowali przewodniczącego kubańskiego parlamentu, Ricardo Alarcona, za brak dostępu do serwisów filmowych i społecznościowych oraz cenzurę Internetu w tym kraju (zobacz film poniżej). Kuba jest na 165 miejscu wśród wszystkich krajów pod względem wolności słowa. Gorzej jest tylko w Erytrei, Turkmenistanie i Korei Północnej.

video>

Również chińskie władze musiały wycofać się z projektu instalowania w każdym sprzedawanym w tym kraju komputerze oprogramowania cenzurującego o nazwie Zielona Tama, co miało nastąpić od 1 lipca. Pod naciskiem chińskich internatów, którzy zagrozili bojkotem sieci w tym dniu, rząd przesunął wdrażanie projektu na bliżej nieokreślony termin. Użytkownicy sieci na całym świecie mogli świętować swoje małe zwycięstwo. „Cyfrowa kurtyna” pęka.

Jeśli interesują Cię szkolenia i publikacje na omówione w artułach tematy, wyślij mail na adres: biuro@amaf.pl

Kto ma internet, ten ma władzę (3)

środa, październik 14th, 2009

W czerwcu 2009 roku doświadczenia z internetowych kampanii wyborczych Roh Moo Hyuna i Barracka Husseina Obamy oraz wnioski z wydarzeń w Mołdawii stały się inspiracją dla Mir Houseina Mousaviego, byłego premiera Iranu i przeciwnika rządzącego w nim od czterech lat prezydenta Mahmuda Ahmadineżada. W serwisie społecznościowym Facebook, popularnym wśród młodych i wykształconych ludzi zgromadził on ponad 170 tysięcy zwolenników. Tym razem jednak wypadki potoczyły się zupełnie inaczej.

W Iranie dostęp do Internetu mają 23 miliony ludzi – jedna trzecia wszystkich mieszkańców. Jeszcze popularniejsze są telefony komórkowe. Jednak od ponad 30 lat kraj jest religijną dyktaturą, w której ostatni głos mają islamscy przywódcy – ajatollahowie. Ostre starcie było nieuniknione.

Gdy tylko w Teheranie zaczęły zbierać się tłumy zwolenników przegranego Mousaviego, zarzucający władzom sfałszowanie wyborów, pierwszą decyzją reżimu – oprócz wysłania policji na ulice - było wyłączenie telefonów komórkowych w stolicy i zablokowanie dostępu do serwisu Facebook. Jednak sam internet działał. Jak się okazało, władze miały powody, by nie wyłączać go całkowicie. Gdy na ulicach trwały krwawe starcia demonstrantów z policją, w sieci trwała inna wojna.

Cytowany przez „Wall Street Journal” ekspert ds. Internetu z Teheranu ujawnił anonimowo, że w czasie zamieszek irańskie władze po raz pierwszy użyły w pełni specjalnego urządzenia, umożliwiającego zbieranie informacji o użytkownikach sieci oraz przetwarzanie ich w celu dezinformacji. Urządzenie to o nazwie Platforma Wywiadowcza (pisałem o niej w tekście „Wszyscy jesteśmy obserwowani”, Focus nr 6/2009) wyprodukowała firma Siemens, która nie ujawnia, gdzie trafiło ok.100 sprzedanych dotąd egzemplarzy. Jak się okazało, jedną z Platform zakupiły władze Iranu.

Wykorzystywano ją dotąd głównie do podsłuchiwania rozmów telefonicznych, ale „internetowa mobilizacja” zwolenników Mousaviego spowodowała, że Platforma stała się jednym z głównych narzędzi walki z opozycją w sieci. Umożliwia ona bowiem tzw. głęboką inspekcję pakietów internetowych (DPI), co w praktyce oznacza możliwość sprawdzenia każdego maila, wpisu na forum, wiadomości w serwisie społecznościowym, a nawet ich przeredagowanie. Platforma jest w stanie odkodować każdą przesyłaną przez sieć wiadomość, usunąć z niej niepożądane słowa czy nawet całkowicie zmienić treść i powtórnie ją zakodować w czasie zaledwie kilku milisekund.

Irańscy internauci nie pozostali dłużni, chociaż ich możliwości bojowe były o wiele skromniejsze. Mimo to nawet przy ograniczonym dostępie do sieci internetowi partyzanci mogli, nie wychodząc z domów, zaopatrywać się w „broń” w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczyło, że ściągnęli na swój komputer odpowiednie oprogramowanie.

W poniedziałek 15 czerwca 2009 roku 25-letni londyńczyk Ryan Kelly (na zdjęciu) stwierdził, że na stworzonej przez niego internetowej witrynie „Page Rebooter” w ciągu jednej nocy liczba odwiedzin wzrosła z 700 do 41 000. Witryna zawierała programowanie, które automatycznie odświeżało strony internetowe co kilka sekund. Kelly, z zawodu informatyk, wykorzystywał ją do przeglądania wyników sportowych oraz kontrolowania aukcji na serwisie Ebay. Tym razem jednak liczba odwiedzin sugerowała, że „Page Rebooter” posłużył do innego celu. Poprzez częste odświeżanie stron można bowiem zatkać mniej wydajne serwery.

Podejrzenia Kellego potwierdził anonimowy mail: „Proszę wyłączyć na kilka dni swoją stronę internetową, gdyż jest ona wykorzystywana do ataków na inne witryny”. Kelly spełnił prośbę, ale już wkrótce otrzymał kolejnego maila: „Uruchom proszę swoją stronę najszybciej , jak się da. Potrzebujemy twojej pomocy w Iranie przeciwko Ahmadineżadowi”. Po chwili jego skrzynka mailowa zapełniła się podobnymi prośbami. Kelly uruchomił stronę.

- Nigdy nie przypuszczałem, że ludzie mieszkający 4,5 tysiąca kilometrów od Londynu będą potrzebowali jej w takim celu – wyznał później agencji CNN.

Jak się okazało, irańscy cyberdysydenci zaatakowali za pomocą „Page Reebota” strony internetowe prezydenta i rządu, oficjalnych gazet, policji, wojska, banków, sądów i firm transportowych. Za pomocą maili, w których wymieniali „listę celów”, rozpowszechniali także własny programik do ataków, DoS-LOC.exe.

Ale Ryan Kelly nie był jedyną osobą, która otrzymała prośbę o niewyłączanie swojej strony. W ten sam poniedziałkowy poranek 33-letni Jack Dorsey, twórca niezwykle popularnego serwisu mikroblogowego Twitter (Głośnik) odebrał telefon od pracownika Departamentu Stanu USA. Urzędnik prosił, by przełożyć o kilka dni prace nad planowanym na ten dzień przenoszeniem serwisu na bardziej wydajne serwery, gdyż może to zakłócić dostęp do Twittera dla irańskiej opozycji. Okazało się bowiem, że po wyłączeniu sieci komórkowych przez władze w Teheranie to właśnie Głośnik, umożliwiający szybkie wysyłanie liczących do 140 znaków wiadomości, zastąpił sms-y którymi wcześniej porozumiewali się przeciwnicy Ahmadineżada.

video>

Także filmowy portal YouTube stał się narzędziem walki dla irańskich cyberdysydentów. Dzięki niemu oddział BBC nadający w języku perskim dostawał z ogarniętego zamieszkami Teheranu średnio pięć amatorskich filmów na minutę (zobacz film powyżej).

W następnym odcinku: co się dzieje w krajach za “cyfrową kurtyną”.

Kto ma internet, ten ma władzę (2)

środa, październik 7th, 2009

Wydarzenia 2001-2002 z Filipin i Korei pokazały, jak wielki wpływ na politykę mogą mieć nowoczesne technologie w rękach zwykłych ludzi. Politycy na całym świecie szybko wyciągnęli z tego wnioski – często zupełnie odmienne. Ci z demokratycznych krajów zaczęli planować swoje kampanie wyborcze tak, by jak najlepiej dotrzeć do młodych i wykształconych wyborców-internautów. Z kolei dyktatorzy zaczęli robić wszystko, by nie powtórzył się w ich krajach scenariusz Josepha Estrady czy Roh Moo Hyuna.

W 2004 roku Howard Dean (powyżej), kandydat Partii Demokratycznej w prawyborach w USA, zmobilizował za pośrednictwem swojego internetowego bloga 138 tysięcy wolontariuszy, którzy poprowadzili jego kampanię wyborczą w 820 miejscowościach na terenie Stanów Zjednoczonych. Fundusze na kampanię zdobywał dzięki datkom od internautów. Zwycięstwa wprawdzie nie uzyskał, ale przetarł szlak swoim następcom, z których najpojętniejszym okazał się Barrack Hussein Obama. Ten już doskonale potrafił wykorzystać fakt, że w USA 160 milionów ludzi ma odstęp do Internetu, a 70 milionów korzysta z niego regularnie.

Wyborcza strona internetowa Barracka Obamy (powyżej) stała się głównym motorem napędowym jego kampanii w 2008 roku. Zawierała m.in. program o nazwie „Sąsiad z sąsiadem”, dzięki któremu każdy wyborca mógł sprawdzić, kto w jego najbliższej okolicy wciąż nie zadeklarował, na kogo będzie głosować. Do programu dołączona była instrukcja, jak przekonywać niezdecydowanych wyborców. To okazało się przełomem. Obama pokonał o 7 procent głosów kontrkandydata Johna McCaina, który nie potrafił zmobilizować wyborców przez internet. Jego doradcy nie rozumieli, że równie skutecznie można pozyskiwać głosy dzięki filmikom zamieszczanym na YouTube czy zdjęciom przyjaciół w serwisach Facebook i MySpace, co spotykając się z wyborcami na wiecach.

video>

6 kwietnia 2009 roku, kilka dni po wyborach w Mołdawii, na jednej z opozycyjnych witryn znalazło się wezwanie do udziału w manifestacji przeciwko sfałszowaniu wyborów przez rządzących krajem komunistów. Wiadomość ta błyskawicznie rozniosła się po mieście m.in. poprzez serwisy społecznościowe. Efekt? Zamiast spodziewanych 400 osób, na manifestację w centrum Kiszyniowa przyszło 15 tysięcy młodych ludzi (zobacz film powyżej).

Organizatorzy nie byli w stanie zapanować nad takim tłumem. Doszło do zamieszek, manifestanci splądrowali parlament i wdarli się do siedziby prezydenta. Aresztowano o 800 osób, ale komuniści zostali zmuszeni do powtórnego przeliczenia oddanych w wyborach głosów. Jeden z najbiedniejszych krajów europy stał się prekursorem nowego typu rewolucji – rewolucji „twitterowej”.

W następnych odcinkach: o cyberwojnie domowej w Iranie, sposobach walki politycznej w sieci oraz tym, co się dzieje w krajach za “cyfrową kurtyną”.

Kto ma internet, ten ma władzę (1)

środa, wrzesień 30th, 2009

Bronią buntowników XXI wieku nie są już kamienie i butelki z benzyną, a telefony komórkowe i komputery z dostępem do Internetu. Dyktatorzy na całym świecie także coraz mniej polegają na policji i wojsku, a coraz więcej inwestują w technologie, pozwalające na skuteczną walkę z cyberdysydentami. Kto wygra tę próbę sił?

video>

27-letnia Neda Agha Soltani zginęła od policyjnej kuli w czasie opozycyjnej manifestacji w Teheranie 20 czerwca 2009 roku. Nakręcony telefonem komórkowym 45-sekundowy film (fragmenty powyżej), pokazujący umierającą dziewczynę, tego samego dnia pojawił się w serwisie You Tube. Mimo, że reżim prezydenta Mahmuda Ahmadineżada nie zezwolił zagranicznym dziennikarzom na opuszczanie biur i hoteli i wyłączył łączność komórkową w mieście, cały świat - dzięki Internetowi - mógł zobaczyć wstrząsające zdjęcia z ogarniętego powyborczymi zamieszkami Iranu.

Dla dyktatorskich reżimów internet i telefony komórkowe są dziś największym wyzwaniem. Z jednej strony - nie da się bez nich budować nowoczesnej i wydajnej gospodarki. Z drugiej - dla młodych i wykształconych ludzi z sieć stała się oazą wolności. Jak się okazało, bardzo niebezpieczną dla totalitarnej władzy.

Pierwszym prezydentem, który stracił urząd dzięki mailom i sms-om był Joseph Ejercito Estrada (powyżej). W ciągu trzech lat rządów ten filipiński populista zdefraudował kilka miliardów dolarów z państwowych funduszy. 20 stycznia 2001 roku wściekli mieszkańcy Manili, stolicy kraju, zaczęli rozsyłać do znajomych sms-y i maile o treści „Go 2EDSA, wear black”. Ten skrót oznaczał „Idź na (aleję) Epifanio de los Santos, załóż czarne ubranie”.

Zwołana przez komórki i komputery demonstracja zgromadziła milion ludzi. W ciągu następnych dni ubrany na czarno tłum gromadził się jeszcze kilkakrotnie. Prezydent Estrada musiał ustąpić (po czym został skazany na dożywocie).

Kiedy więc po wyborach w Iranie zwolennicy opozycyjnego kandydata Mir Hosseina Mousaviego (na zdjęciu powyżej) zapowiedzieli,  że nie uznają jego przegranej i zaczęli zwoływać się na demonstracje, jedną z pierwszych decyzji reżimu było wyłączenie nadajników telefonii komórkowej i blokada serwisu społecznościowego Facebook (odpowiednik naszej-klasy.pl), w którym Mousavi  prowadził wcześniej kampanię wyboczą, pozyskując tysiące młodych zwolenników. Wiedział, co robi. Siedem lat wcześniej inny „człowiek znikąd” wygrał w podobny sposób wybory w Korei Południowej.

W 2002 roku liberał Roh Moo Hyun nie miał szans na zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Trzy główne konserwatywne dzienniki kraju – mające 80 procent rynku - popierały kandydaturę Li Hoi Changa z Partii Narodowej. Również telewizja nie była mu przychylna. Nieoczekiwane poparcie przyszło ze strony serwisu internetowego OhmyNews.

Ten założony w 2000 roku portal w ciągu dwóch lat stał największym forum dyskusyjnym na świecie, działającym pod hasłem „Każdy obywatel jest reporterem”. Publikowało w nim swoje teksty 300 tysięcy dziennikarzy-amatorów, najczęściej nastawionych opozycyjnie wobec rządzącej ekipy i oficjalnych mediów.

Roh Moo Hyun (powyżej) jako pierwszy polityk na świecie zrozumiał, jaka siła drzemie w tym spontanicznym obywatelskim ruchu. Swoją kampanię wyborczą oparł na Internecie, do którego w 2002 roku miało dostęp już ponad 70 procent mieszkańców Korei Południowej, będącej jednym z najlepiej zinformatyzowanych krajów świata. Za pośrednictwem OhmyNews zaczęły powstawać lokalne komitety wyborcze, rozpoczęło się zbieranie funduszy i organizowanie wieców poparcia. 19 grudnia 2002 roku nadszedł dzień próby.

Pierwsze sondaże z dnia wyborów nie były korzystne dla Roh Moo Hyuna. Jego kontrkandydat miał cały czas przewagę. Wtedy wolontariusze z OhmyNews rozpoczęli rozsyłanie maili i sms-ów z prośbą o poparcie. Dotarły one do 800 tysięcy wyborców. Finisz głosowania był imponujący. W ciągu ostatnich kilku godzin przed zamknięciem lokali wyborczych liberał wyprzedził swojego konkurenta o 570 980 głosów. Roh Moo Hyun został pierwszym w historii prezydentem wybranym dzięki internautom.

W następnych odcinkach: o pierwszych internetowych kampaniach wyborczych w USA, cyberwojnach domowych w Mołdawii i Iranie, sposobach walki politycznej w sieci oraz tym, co się dzieje w krajach za “cyfrową kurtyną”.