Posts Tagged ‘gazety’

Szkolenie dziennikarskie dla lokalnych mediów ze Śląska

środa, styczeń 8th, 2014

Kolejny raz miałem przyjemność prowadzić szkolenie dziennikarskie dla redakcji tytułów, wydawanych przez Arka Gruchota z Raciborza: Nowin Raciborskich, Nowin Wodzisławskich, Tygodnika Rybnickiego oraz ich wspólnego portalu Nowiny.pl. W przeciwieństwie do szkolenia sprzed roku, poświęconego głównie organizacji i planowaniu pracy redakcyjnej oraz fotografii i grafice prasowej, tym razem tematyka była multimedialna. Celem było pokazanie dziennikarzom, jak w prosty i szybki sposób można przełożyć tematy z gazet do internetu - w formie video.

Zwykle dziennikarze piszący mają z tym problem: ruchomy obraz to zupełnie inny język przekazu, niż tekst. Chociaż go rozumiemy i znamy jego “składnię” ( w końcu wszyscy wychowywaliśmy się na telewizji), to niekoniecznie umiemy się nim sami posługiwać. Wystarczyło jednak kilka godzin, by przełamać bariery, a niektórym reporterom występowanie przed kamerą naprawdę się spodobało. Produkcja video w Raciborzu, Wodzisławiu i Rybniku idzie pełną parą, o czym można się przekonać, zaglądając na stronę Nowiny.tv.

W perspektywie listopadowych wyborów samorządowych, które zwykle przyciągają większą liczbę czytelników na strony internetowe gazet lokalnych i są doskonałą okazją do wypromowania własnych kanałów video zachęcam redaktorów naczelnych, by poszli w ślady Nowin i pomyśleli o przeszkoleniu swoich zespołów.

Faktowi ku pamięci

sobota, październik 31st, 2009

Dziś “Fakt” zwolnił 24 dziennikarzy i sporą grupę grafików. Pracownikom z najdłuższym stażem oferuje bajeczne wręcz warunki odejścia: 6-miesięczny okres wypowiedzenia, płatny w 100 procentach, bez obowiązku świadczenia pracy na rzecz redakcji i bez zakazu konkurencji. Podobno dogadanie się na takich warunkach z pracownikami bardziej opłaca się firmie Axel Springer, niż zwolnienia grupowe. A jest kogo zwalniać.

Ostatnio szefowie oddziałów tego koncernu spotkali się w Austrii, by podzielić się przemyśleniami na temat czeskiej gazety “Blesk”. Ten sensacyjny tabloid osiąga w 10-milionowym kraju sprzedaż w okolicach 250 tysięcy egzemplarzy, czyli proporcjonalnie wyższą, niż “Bild Zeitung” w Niemczech czy “Fakt” w Polsce. I co najciekawsze - robi go zespół zaledwie 45 dziennikarzy. W “Fakcie” pracuje ich 195. A raczej pracowało.

Skąd się wzięły takie gazety-molochy, w których do zrobienia jednej strony informacji potrzeba ponad 10 osób? Niektórzy pamiętają jeszcze czasy, w których gazety większość swoich przychodów osiągały ze sprzedaży egzemplarzowej, a nie z reklam. Zespoły redakcyjne były niewielkie, pensje skromne, ale bezpośrednio powiązane z jakością publikowanych tekstów. Dobry materiał mógł zwiększyć sprzedaż gazety nawet o 10 procent i to bez żadnych marketingowych sztuczek.

Sytuacja zaczęła się zmieniać w połowie lat 90., wraz z przechodzeniem czarno-białych dotąd gazet na kolor. Dzienniki stały się z dnia na dzień interesującym dla ważnych domów mediowych nośnikiem reklam, alternatywnym wobec coraz droższej telewizji. Duże firmy zaczęły na stałe wpisywać reklamy w gazetach w swoje strategie marketingowe. Wąski strumyk pieniędzy płynących do gazet zmienił się w szeroką rzekę. Pod koniec lat 90. dzienniki były już miejscem, w którym zarabiało się naprawdę duże pieniądze.

90 procent tych pieniędzy zarabiały działy reklamy. Pieniądze pochodziły od banków, deweloperów, dilerów samochodowych, towarzystw ubezpieczeniowych, operatorów sieci komórkowych itp. Wszystkie te firmy składały się przez ostatnią dekadę na to, by zatrudnienie w redakcjach puchło, a pensje rosły.

Dziennikarze i redaktorzy żyli jednak w przekonaniu, że to ich zasługa. I to mimo faktu, że pieniądze ze sprzedaży gazet - a więc te bezpośrednio uzyskiwane od czytelników - wynosiły czasem zaledwie 10 procent przychodów. W miarę wzrostu zatrudnienia wydajność dziennikarzy spadała, podobnie jak jakość coraz droższych tekstów, których autorzy (a także ich szefowie) nijak nie mogli odnaleźć się w nowym świecie multimediów. Tekstów - dodajmy - poddawanych bezlitosnej ocenie w internecie przez sieciową społeczność, która nie ma już nabożnego stosunku do słowa drukowanego i nie ufa wielkim koncernom wydawniczym.

Dopóki jednak strategie reklamowe innych wielkich koncernów przewidywały wykorzystanie dzienników, dziennikarze i redaktorzy mogli spać spokojnie. Rozwój internetu i kryzys zniszczyły jednak ten 10-letni błogostan. Dziś w USA wydawcy gazet - już po wielkich cięciach zatrudnienia siegających nawet 50 procent załogi - nadal nie mogą dopiąć przychodów i wydatków. Domagają się więc coraz głośniej, by podatnicy pomogli w utrzymywaniu gazet w podobny sposób, jak robią to w przypadku muzeów czy domów kultury.

W Polsce obecne cięcia zatrudnienia i pensji w dziennikach nadal mają się nijak do wydajności zespołów redakcyjnych. O ile pensję dobrego grafika w “Fakcie” na poziomie 5 tys. zł czy doświadczonego szefa działu w okolicach 10 tys. zł brutto można uznać za w miarę normalne, o tyle utrzymywanie 6-7 redaktorów naczelnych i ich zastępców w jednej gazecie z pensjami 20-25 tys. zł brutto jest ekonomicznym absurdem. Podobnie jak kosmiczne pensje i premie zarządów banków przed kryzysem finansowym.

Tu jednak zmiany przyjdą najpóźniej. Ale w końcu - przyjdą.