Po co szkolić dziennikarzy?


Dziś nawet najmniejsza lokalna gazeta czy portal mogą dotrzeć ze swoimi newsami do czytelników w całej Polsce. Pod warunkiem, że wie, jak się za to zabrać.

Po co szkolić dziennikarzy? Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka oczywista, jak by się mogło wydawać. Z jednej strony – reporterem może dziś być każdy. Tanie aparaty fotograficzne i kamery, komputery i Internet, smart fony i programy graficzne dają szansę zaistnienia w medialnej przestrzeni każdemu, kto chce zbierać, przetwarzać i rozpowszechniać informacje. Z drugiej – coraz częściej słyszy się głosy, że rzetelna informacja jest zastępowana przez infotaiment, mieszankę informacji i rozrywki, zmieniającą dziennikarstwo w rodzaj showbusinessu, schlebiającego coraz mniej wyrafinowanym gustom.

Tymczasem zapotrzebowanie na wartościowe merytorycznie treści dziennikarskie istnieje – i to w wielu wymiarach. Z jednej strony, żyjemy w coraz bardziej skomplikowanym świecie. Technologia, finanse, prawo to dziedziny, w których zmiany następują błyskawicznie i w których istnieje wciąż deficyt informacji. Takich dziedzin jest więcej. Ludzie potrzebują więc rzetelnie przekazanej wiedzy. Nie znaczy to jednak, że przyswajają ją w taki sam sposób, jak 10 czy 20 lat temu.

Co więc powinien umieć dziennikarz, który chce odnieść sukces w zawodzie zarówno indywidualnie, jak i wspólnie z redakcją, która go zatrudnia? Ta analiza jest próbą odpowiedzi na to pytanie.

Zadanie 1. Specjalizacja

Mówi się, że dziennikarz powinien mieć 20% kompetencji w jakiejś dziedzinie, aby napisać 80% tekstu. Resztę może uzupełnić cytatami ekspertów. W tym nieco żartobliwym twierdzeniu kryje się pewna prawda – nie można napisać dobrego tekstu, nie orientując się dobrze w pewnych aspektach otaczającej nas rzeczywistości.

Specjalizacja zakłada, że jakiejś dziedzinie, nawet bardzo wąskiej, dziennikarz powinien być ekspertem. Może to być zarówno znajomość lokalnej historii, jak i najnowszych trendów technologicznych na rynku smart fonów. Dziedzina jest drugorzędna. Ważne jest ciągłe uzupełnianie wiedzy i bycie „online” – dobrze poinformowanym. Czy chodzi o nowe opracowanie lub pracę doktorską z dziedziny historii, czy pojawiający się właśnie na rynku gadżet, trzeba być pierwszym, który tą wiedzę przyswoi i przekaże dalej.
Czy oznacza to, że dziennikarze mają zająć się poradnictwem kosztem newsów? I tak, i nie.

Tak, ponieważ ludzie oczekują dziś od mediów, szczególnie tych, za które płacą, pogłębionej wiedzy i treści, których „przydatność do spożycia” nie kończy się po paru godzinach. Prostą informację odbiorcy czerpią dziś z darmowych źródeł, takich jak Internet, aplikacje w smartfonach, serwisy w radiu i telewizji. Ale nawet w portalach internetowych widzi się dziś chęć przyciągnięcia odbiorcy treściami ekskluzywnymi, uporządkowanymi tematycznie i tworzonymi przez autorytety w danej dziedzinie, a przynajmmniej przy ich udziale.

Nie, ponieważ dobra porada szybko staje się newsem, chociaż niekoniecznie w tradycyjnym rozumieniu. Wystarczy rzucić okiem na serwisy, fora internetowe czy portale społecznościowe by zauważyć, jak olbrzymie dyskusje toczą się pomiędzy zwolennikami różnych marek, technologii, mód czy trendów. Temperatura tych dyskusji jest czasem o wiele wyższa, niż komentarze pod najbardziej nawet dramatycznym newsem.

Społeczeństwo oparte na wiedzy, technologii i mieszance różnych „stylów życia” tworzy się powoli, ale nieubłaganie. I dziennikarze muszą za tym nadążyć. Dla wychowanego na Internecie i video 15-latka nie będzie autorytetem ten, kto nie potrafi sklecić dwóch sensownych zdań przed kamerą, a potem dobrze tego zmontować. Dla 50-latka nie będzie autorytetem ten, kto nie potrafi poprawnie napisać dwóch zdań w portalu internetowym. Wymagania wobec dziennikarzy są więc bardzo różne, ale łączy je jedno. Oczekiwanie, że informując o czymś, mamy naprawdę rzetelną wiedzę na ten temat i jesteśmy ją w stanie przekazać w prosty, jasny i efektowny sposób. I tu dochodzimy do kolejnego zadania.

Zadanie 2. Multimedialność

Prowadząc szkolenia dziennikarskie zawsze zadaję pytanie, czy uczestnicy wiedzą, jakie mają programy w swoich komputerach i do czego one służą. Pytanie o tyle na miejscu, że kupując np. laptopa z systemem Windows wydajemy na to sporą ilość pieniędzy. Tak samo w przypadku smartfona. Płacimy za określoną technologię, ale ile z niej wykorzystujemy? Może 20 procent.

Jeszcze 10-20 lat temu to technika była ograniczeniem dla kreatywności dziennikarza czy redaktora. Dziś każdy ma w kieszeni lub plecaku sprzęt, który dwie dekady wcześniej kosztowałby dziesiątki tysięcy złotych i który musiałaby obsługiwać duża grupa ludzi. Weźmy smartfony: zastępują telefon, komputer, archiwum tekstowe, archiwum zdjęciowe, aparat fotograficzny, kamerę, kompas, mapę, radio, telewizor, dyktafon, notes, odtwarzacz video, gazetę, książkę telefoniczną etc. Wydawać by się mogło, że tak wyposażony dziennikarz powinien produkować doskonałe materiały – w końcu jeszcze nie tak dawno takie możliwości były uważane za kompletne science fiction. A jak jest? Niestety, nie najlepiej.

Rewolucja techniczna, która nastąpiła w ostatnich 20 latach, nie ma sobie równych w historii mediów. Paradoksem jest jednak, że dziennikarze skorzystali z niej w stosunkowo najmniejszym stopniu. Dlaczego tak się stało? Niewątpliwie zadziałały stare przyzwyczajenia i przekonanie „zostawmy multimedia młodym, a sami róbmy to, na czym się znamy najlepiej”. Czyli piszmy, redagujmy etc. W rezultacie wśród dziennikarzy pojawiła się potężna luka w wiedzy, którą coraz trudniej było uzupełnić. W drugiej dekadzie XXI wieku okazało się, że dziś to ludzie, ich brak wiedzy i kreatywności, są barierą dla możliwości, które daje dziś technologia, a nie odwrotnie.

Koniecznością jest więc zasypanie tej dziury. Dlatego coraz popularniejsze stają się szkolenia przygotowujące multimedialnych reporterów. Nie jest to łatwe zadanie. Jeśli ktoś spędził w redakcji całe lata, pisząc teksty, trudno mu się przestawić na komunikowanie za pomocą obrazu i dźwięku. To zupełnie inna poetyka i inne spojrzenie na temat. Ale są już pierwsi ludzie, którzy po takich lub podobnych szkoleniach ruszyli w teren, by przygotowywać multimedialne relacje. Dla wielu redakcji to wciąż szok. Jak to, jeden człowiek robi tekst, zdjęcia, video, montuje to i jeszcze publikuje w Internecie? Przecież normalnie robi to 4-5 osób! Niestety, te czasy już mijają. I tu dochodzimy do kolejnego zadania.

Zadanie 3. Organizacja

Podstawą każdej profesjonalnie wykonanej pracy jest dobre planowanie. Co to znaczy? Po pierwsze – musimy wiedzieć, jakich treści oczekują od nas nasi czytelnicy. Po drugie – media muszą być też nieco nieprzewidywalne, umieć zaskoczyć zarówno tematem, jak i formą, w jakiej jest on podany. Te dwie sprawy wymagają więc uruchomienia w zespole dwóch, wydawałoby się, przeciwstawnych cech – rzetelności i kreatywności. Dopiero na nich można budować naprawdę interesujące treści.

Jak to zrobić? Trzeba planować. Wiedzieć, co dać odbiorcy i w jakiej formie, by oferta została uznana za wyjątkową i wartą uwagi. Celem jest stworzenie procedur, które w dłuższym okresie czasu zapewnią nam odpowiednią ilość – i jakość – takich treści. Żadna reorganizacja redakcji, zmiana layoutu gazety czy uruchomienie nowej strony internetowej nie ma sensu, jeśli nie opiera się na stabilnej procedurze, zapewniającej dopływ nowych, oryginalnych treści. W przeciwnym wypadku otrzymujemy to, co jeden ze znanych mi redaktorów nazwał kiedyś „biedą w kolorze”. Dziś można to nazwać „multimedialną biedą”.

Co można planować? Wszystko. Teksty, zdjęcia, akcje społeczne, kampanie na Facebooku, konkursy, sondy, rankingi, porady etc. Planując, mamy szansę precyzyjnie nakreślić temat i dać dziennikarzowi szansę na jego profesjonalne wykonanie. Newsów oczywiście nie zaplanujemy, ale ich kontynuację – już tak. Z każdego gorącego wydarzenia można wyjąć pewne aspekty, które mogą być atrakcyjne dla odbiorców – i dać im je. News może być więc zarówno najważniejszą informacją dnia, jak i pretekstem do publikacji treści bardziej ponadczasowych, do których czytelnicy będą sięgać jeszcze długo po tym, jak zapomną, od czego się wszystko zaczęło.

Planowanie w zespole jest koniecznością – i tu nasuwa się pewien wniosek. O ile można dobrze przeszkolić pojedynczego dziennikarza jakiejś redakcji w zakresie tzw. kompetencji twardych, to w przypadku kompetencji miękkich nie jest to takie oczywiste. Oczywiście planowanie należy również do indywidualnych zadań dziennikarzy – i tu mogą szybko zdobyć przewagę nad innymi pracownikami redakcji i osiągnąć indywidualne sukces. Ale nie tylko o to chodzi.

W zakresie organizacji pracy szkolone powinny być więc całe zespoły redakcyjne, szefowie razem z szeregowymi pracownikami. Inaczej efektu nie będzie lub będzie znikomy. Stąd olbrzymia rola właściwej rekrutacji i właściwego doboru tematów dla szkoleń dziennikarskich.

Zadanie 4. Hiperlokalność

W czasach Internetu, video online i portali społecznościowych tradycyjny podział na media lokalne, regionalne i centralne powoli traci sens. Dla Google’a czy Facebooka nie ma znaczenia, czy informacja została opublikowana w sieci przez dużą gazetę, wydawaną w Warszawie, czy mały portalik internetowy z Garwolina. O hierarchii decyduje popularność w sieci, liczba wejść, odsłon, linków, lajków, fanów, komentarzy itd. Ciekawe video ze Świnoujścia będzie oglądane także Rzeszowie, dobry wywiad z ekspertem z Sanoka będzie miał widzów w Zielonej Górze. Przed redakcjami i dziennikarzami lokalnymi pojawia się więc kolejne wyzwanie, będące jednocześnie wielką szansą – możliwość wyjścia z własnymi treściami poza ustalony geograficznie region.

Nie chodzi tu bynajmniej wyłącznie o pokazanie, że „nie jesteśmy gorsi, niż ci z Warszawy, Katowic, Krakowa etc.”, chociaż taka motywacja nie jest wcale niczym złym. Chodzi o wykorzystanie potencjału, zwykle niedocenianego, jaki posiadamy na swoim terenie. Wyjątkowych naukowców, artystów, sportowców, ekspertów z różnych dziedzin czy świadków ważnych wydarzeń. Budując odpowiednie relacje z nimi, możemy wzbogacać gazetę lub portal o stały dopływ atrakcyjnych treści, które w sieci staną się poszukiwanymi informacjami. To właśnie jest hiperlokalność – wykorzystanie unikalnych lokalnych „zasobów” po to, by dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców. Tam, gdzie pojawia się ciekawa informacja, jakiekolwiek geograficzne granice przestają mieć znaczenie.

Hiperlokalność wymaga jednak odrzucenia myślenia typu „swój-obcy”. Wiele gazet na tym poległo. Miały rewelacyjne informacje, które mogły zainteresować ludzi w całej Polsce, ale „sprzedawały” je jak lokalne ciekawostki. Przykładem słynna afera sprzed kilku lat z ziemią kupioną na Pomorzu przez europosła Pawła Piskorskiego. Wykryła ją regionalna gazeta, która jednak nie doceniła „siły rażenia” tematu i opublikowała jako ciekawostkę w wydaniu weekendowym. Pewnie nawet nikt z redaktorów nie wrzucił w okienko Google’a hasła „Paweł Piskorski”, bo gdyby to zrobił, szybko zrozumiałby, jakiej wagi temat ma w ręku. Dopiero po podchwyceniu i profesjonalnym „rozrobieniu” tej informacji przez media ogólnopolskie temat urósł do rangi głównej wiadomości dnia. Ale wtedy nikt już nie pamiętał, która gazeta pierwsza go wykryła.

Hiperlokalność stawia przez szefami lokalnych redakcji nowe wyzwania. Muszą się oni nauczyć myśleć tak, jak menadżerowie ogólnopolskich mediów. Dobrych przykładów jest wiele, jak choćby „Tygodnik Podhalański”, przebijający się co pewien czas  ze swoimi tematami do ogólnokrajowych gazet czy serwisów informacyjnych TV. Tematami zrobionymi na tyle profesjonalne, że nie pozostaje już wiele miejsca na kreatywność dla „follow-upów”. I tego właśnie muszą nauczyć się szefowie mediów lokalnych, zamiast skarżyć się co pewien czas, że „znów zostaliśmy okradzeni z tematu przez Wyborczą lub Fakt”.

Andrzej Fedorowicz

www.amaf.pl - szkolenia dziennikarskie

mail: biuro@amaf.pl