Nasze matki, nasi ojcowie – dla kogo ten film?

Po obejrzeniu niemieckiego miniserialu i dyskusji z nim związanej, jako dziennikarz zajmujący się historią, chcę podzielić się kilkoma uwagami. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mamy do czynienia z fabułą, bardzo sprawnie zresztą zrobioną. Jednak przy okazji ktoś chciał tu napisać własną wersję historii i to w sposób jawnie propagandowy. Co raziło mnie najbardziej?

1. Z czwórki pokazanych w filmie przyjaciół (pomijam Wiktora, który jest Żydem), trójka na różne sposoby angażuje się w ratowanie ofiar Holocaustu. Greta idzie do łóżka z SS-manem, aby załatwić paszport dla swojego przyjaciela Wiktora. Wilhelm ryzykuje karierę w wojsku, by ocalić od śmierci 12-letnią żydowską dziewczynkę. Friedhelm zabija własnego dowódcę, aby po raz kolejny uratować Wiktora. I tylko biedna Charlotte donosi na pielęgniarkę-Żydówkę. Nieskutecznie jednak, bo ta ocaleje i na koniec wspaniałomyślnie jej przebaczy „w imię budowy nowych Niemiec”. A więc 3:1 a nawet 3,5:0,5 na korzyść Niemców-sprawiedliwych wśród narodów świata. Gdybym nie wiedział, że film powstał w ub. roku, to pomyślał bym, że konsultantami byli przy nim spece od NRD-owskiej propagandy.

2. Scena, w której Friedhelm zabija swojego dowódcę, by ratować Wiktora, to absolutne kuriozum. Pomijam już jej psychologiczne nieprawdopodobieństwo: oto młody Niemiec, który na froncie wschodnim stał się maszyną do zabijania i nie ukrywa, że morduje, aby samemu przeżyć, nagle doznaje przypływu uczuć wyższych. Problem w tym, że takie zdarzenie, ani nawet nic zbliżonego, nigdy nie miało miejsca. Gdyby miało, a świadek przeżył (jak stało się to z Wiktorem), to pierwowzór Friedhelma miałby w Yad Vashem nie jedno drzewko sprawiedliwego, ale całą aleję. Ta scena wyraźnie pokazuje niemiecką tęsknotę za heroicznym bohaterem, którego w najnowszej historii tego kraju niestety nie znajdziemy.

3. Po co ta scena? Z tego samego powodu, z jakiego cała (w większości frontowa przecież) akcja serialu została tak bogato nasycona wątkami niemiecko-żydowskimi. Te sceny nie powstały na potrzeby widza niemieckiego, a już na pewno nie polskiego, którego historyczna świadomość została przez twórców dzieła całkowicie zignorowana. To niemiecki przekaz adresowany do młodych Żydów na całym świecie: zobaczcie, nie byliśmy tacy, jak myślicie. Proporcje dobra i zła były u nas całkiem przyzwoite a i heroiczni bohaterowie się trafiali. A więc mamy produkcję, zrobioną za 15 mln państwowych euro na potrzeby ułatwienia dialogu niemieckich i izraelskich elit. A że kosztem Polaków, Rosjan czy Ukraińców? Kogo to obchodzi.

4. Współczuję tylko Szewachowi Weissowi kiedy ten film trafi do Izraela, bo to, że trafi, jest raczej pewne. Czy przekona młodych rodaków, że mają do czynienia z historyczną manipulacją, do tego o dość wyraźnych politycznych motywacjach? Oby mu się udało.

5. Szkoda tylko, że w Polsce nie jesteśmy w stanie zrobić podobnego filmu. Bo pomijając wszystkie mielizny i propagandowy aspekt tej produkcji, jest to obraz naprawdę dobrze nakręcony. Tematów i pełnokrwistych bohaterów naprawdę nam nie brakuje. I to bez konieczności pisania ich życiorysów od nowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *