Człowiek, który ratował bolszewickich jeńców w Strzałkowie – fakty o polskich obozach 1920 roku

30-letni poznaniak, kapitan Władysław Gabler został komendantem szpitala wojskowego obozu w Strzałkowie na przełomie 1920 i 1921 roku. Jego zadaniem było powstrzymać szalejące wśród bolszewickich jeńców epidemie. Do dyspozycji dostał 100 lekarzy, czyli co czterdziestego pracującego wtedy w Polsce. Władze obawiały się, że tyfus i grypa mogą rozprzestrzenić się na sąsiednie miejscowości, co groziłoby katastrofą. Bały się też międzynarodowej kompromitacji, gdyby śmiertelność jeńców w obozie osiągnęła wielkie rozmiary.

Obóz w Strzałkowie został zbudowany w 1915 roku jako miejsce internowania jeńców, wziętych do niewoli przez armię niemiecką na frontach I wojny światowej. Zajmował powierzchnię 78 hektarów i mógł pomieścić 30 tysięcy ludzi. W czasie I wojny światowej przebywało w nim 25 tysięcy jeńców rosyjskich i 6 tysięcy angielskich i francuskich.

Po zakończeniu I wojny światowej polskie władze początkowo przystąpiły do likwidacji obozu. Jednak rozpoczęcie działań wojennych na froncie wschodnim spowodowało szybki napływ do Polski jeńców wojennych z formacji bolszewickich. Zgodnie z międzynarodowymi konwencjami, musieli być oni umieszczeni w obozach jak najdalej od linii frontu, a Strzałkowo nadawało się do tego doskonale.

Obóz zaczął ponownie działać 12 maja 1919 roku, a pod koniec miesiąca było w nim już 3,5 tysiąca jeńców z rozbitych formacji bolszewickich. Ich liczba gwałtownie wzrosła latem 1920 roku, po zwycięskiej bitwie warszawskiej i późniejszych sukcesach polskich wojsk na wschodzie.

Specyfiką wojny polsko-bolszewickiej była wielka liczba zachorowań wśród żołnierzy. Było to spowodowane fatalnymi warunkami higienicznymi w Armii Czerwonej. Wielu jeńców trafiło do obozów zarażonych różnymi chorobami. Na powszechną wówczas epidemię tyfusu nałożyła się jeszcze epidemia grypy hiszpanki, która w tym czasie pustoszyła Europę (20 milionów ofiar, więcej, niż pochłonęła I Wojna Światowa). Jeńcy nie mieli też ciepłych ubrań – większość walk prowadzona była latem. W efekcie zimą 1919/1920 w Strzałkowie zmarło 1200 jeńców, a kolejnej zimy – 4 tysiące.

Kapitan Władysław Gabler miał już doświadczenie jako komendant szpitala obozu w Szczypiornie, ale w Strzałkowie skala tragedii była zupełnie inna. Obozowy szpital liczył 1200 łóżek, a chorych było 5 tysięcy ludzi. Codziennie przybywało 100 nowych chorych, a 30-50 umierało. Kapitan kazał chować więźniów w zbiorowych mogiłach i rowach, a zwłoki posypywać wapnem chlorowym. Miało to zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii.

Na polecenie komendanta przeprowadzono dezynsekcję i dezynfekcję wszystkich więźniów w obozie, zostało zbudowanych wkrótce 15 nowych baraków szpitalnych oraz izba przyjęć na 300 łóżek, w której rozpoznawano choroby i rozdzielano więźniów na oddziały. Chodziło o to, by chorzy na grypę i tyfus nie zarażali się wzajemnie, co oznaczałoby dla nich pewną śmierć. Dzięki temu, z braku miejsc w szpitalu, można było kłaść po dwóch chorych do jednego łóżka. Wkrótce liczba chorych spadła o połowę.

Wiosną 1921 roku epidemia została opanowana. Kiedy w czerwcu 1921 roku, w czasie trwającej już wymiany jeńców inspekcję obozu przeprowadzali  przedstawiciele sowieckiego rządu, dziękowali kapitanowi Gablerowi za uratowanie od śmierci co najmniej 3 tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej.

W poszukiwaniu „polskiego Katynia”

Z profesorem Zbigniewem Karpusem, historykiem, dyrektorem Instytutu Stosunków Międzynarodowych UMK w Toruniu, rozmawia Andrzej Fedorowicz

Rosyjscy historycy twierdzą, że nie mogą się doliczyć 60-80 tysięcy jeńców z wojny polsko-bolszewickiej. Twierdzą, że zostali wymordowani lub eksterminowani w obozach. W jednym tylko obozie w Tucholi miało zginąć 22 tysiące jeńców. Ilu wziętych do niewoli żołnierzy Armii Czerwonej faktycznie zmarło w Polsce?

Od 16 do 18 tysięcy. Rosyjscy historycy od dawna szukają dowodów na masową zbrodnię dokonaną przez Polaków na jeńcach wojennych. Na udowodnienie tzw. „Anty-Katynia” poprzedni prezydent Rosji przeznaczył duży grant. Za te pieniądze grupy rosyjskich historyków przyjeżdżały do Polski i wertowały archiwa. Jak się później okazało, szukali tylko jednego dokumentu.

Decyzji o rozstrzelaniu jeńców?

Tak, takiej samej, jak podpisana w marcu 1940 roku decyzja Biura Politycznego radzieckiej partii komunistycznej o wymordowaniu polskich oficerów z obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Charkowie. Zakładali, że skoro u nich coś takiego mogło mieć miejsce, to u nas także. Nic nie znaleźli. W demokratycznym państwie, a takim przedwojenna Polska jednak była, żadne dokumenty nie były sporządzane w jednym egzemplarzu. Wszystko, co dotyczy jeńców z wojny 1920 roku jest w archiwach, także tych, które Rosjanie od dawna mają u siebie. W 1945 roku przejęli w Gdańsku olbrzymi zbiór przygotowanych do wywiezienia przez Niemców polskich dokumentów, w sumie ponad 20 tysięcy akt. Są wśród nich także archiwa polskiego wywiadu. To wszystko leży w Moskwie. Gdyby taki dokument istniał, Rosjanie już dawno by go znaleźli.

Skąd więc się wzięły te liczby?

Przede wszystkim z różnych sposobów liczenia wziętych do niewoli jeńców. Polacy sami się tu niestety podłożyli. W czasie euforii po bitwie warszawskiej wyolbrzymiano rozmiary zwycięstwa i liczbę wziętych do niewoli żołnierzy wroga. Prasa drukowała meldunki wojskowe, które nie były później weryfikowane. Wyszło, że tylko pod Warszawą trafiło do niewoli 66-70 tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej. Po dokładnym sprawdzeniu okazało się, że było ich najwyżej 41 tysięcy. Wielu jeńców pojawiało się w statystykach kilkakrotnie, np. te same osoby mogą znajdować się w spisach sporządzanych przez kompanie i pułki. Ale rosyjscy historycy sumowali dane z notatek prasowych i mówili: „No jak to, przecież sami podawaliście takie liczby”.

Podobnie z obozem w Tucholi. Mieli tam trafić w listopadzie 1921 roku internowani żołnierze byłych armii sojuszniczych, a warunki były faktycznie złe. Wtedy jedna z gazet rosyjskich wydawanych w Warszawie przez „białą” emigrację napisała sensacyjny artykuł o „obozie śmierci” w Tucholi, w którym miało umrzeć 22 tysiące jeńców rosyjskich. Informacja o tej publikacji znalazła się w notatce szefa wywiadu płk. I. Matuszewskiego do gen.K.  Sosnkowskiego. Dziś rosyjscy historycy wyciągają tę notatkę i mówią: „no jak to, przecież o tym wiedzieliście”.

Ilu jeńców zmarło w Tucholi?

Około 2 tysięcy. Dziennikarz dopisał jedno zero, żeby brzmiało bardziej sensacyjnie. Chodziło o wywarcie nacisku na polskie władze wojskowe, by nie kierowały do Tucholi internowanych żołnierzy z formacji antybolszewickich. Co zresztą nie do końca się udało.

Ilu jeńców nich trafiło do obozów i przebywało w nich przez długi czas?

Około 85 tysięcy ze 115 tysięcy wziętych do niewoli. 25 tysięcy zostało zwerbowanych do formacji antybolszewickich i poszło walczyć, ok. 5 tysięcy jeńców odbiła sama Armia Czerwona na Ukrainie. Rosjanie uważają, że jeńców było więcej. Doliczają m.in. chłopów z podwodami, którzy zapewniali w tamtych czasach transport wojsku i razem z nim trafiali do niewoli, ale szybko ich zwalniano, gdyż nie byli żołnierzami. I tak wychodzi nawet 200 tysięcy jeńców wziętych przez Polaków do niewoli w czasie wojny polsko-bolszewickiej. To chyba pierwszy przypadek w historii, gdy Rosjanie sami zawyżają swoje straty wojenne.
Na mocy umów o wymianie jeńców do Rosji wróciło 65 797 jeńców. Tysiąc  zadeklarowało, że chce pozostać w Polsce.

Co się stało z pozostałymi?

To była armia wielonarodowa. O Łotyszy, Austriaków, Węgrów, Czechów a nawet Chińczyków – bo było 18 takich jeńców – upomniały się ich konsulaty. Zostali zwolnieni i wrócili do domów. Jednak ogromna większość wziętych do niewoli musiała czekać do wymiany jeńców, którą rozpoczęto na wiosnę 1921 roku.  Niestety, zima z 1920 na 1920 rok była bardzo ostra, a wielu osadzonych w obozach już wcześniej chorowało. W następstwie epidemii cholery i tyfusu w grudniu 1920 r. obozie w Strzałkowie zmarło 1500 jeńców. Niestety, polskie władze wojskowe popełniły tu wiele błędów.

Jakich?

Za późno zabrano się za organizowanie szpitali. Liczono też, że żołnierze polskiego wojska po demobilizacji oddadzą swoje mundury i buty i będzie można przekazać je jeńcom. Tak się nie stało. A trzeba pamiętać, że większość jeńców dostała się do niewoli w lecie, zostali bez ciepłych ubrań. To jeszcze bardziej pogłębiło epidemię. W Strzałkowie, gdzie przebywało od 25 do 37 tysięcy żołnierzy, zmarło 9 tysięcy. 2 tysiące w Tucholi, 1000 w Brześciu, ok. 6 tysięcy w innych obozach. Razem 18 tysięcy. To dużo, ale podobna śmiertelność była też wśród polskich jeńców w obozach w Rosji.

Gdzie pochowano zmarłych?

Jeńców chowano najczęściej na cmentarzach wojskowych obok obozów. W połowie lat 20. polskie władze wojskowe przeprowadziły inwentaryzację pochówków. Dokumenty są rozproszone, ale bez większych problemów można ustalić nazwiska ok. 14 tysięcy spośród 18 tysięcy zmarłych. I trzeba w końcu zrobić taką listę w formie księgi pamięci. To także argument polityczny – jeśli ktoś uważa, że jeńców zginęło więcej, niech dopisze kolejne nazwiska…

… zamiast szukać nieznanych masowych grobów…

To także proponowaliśmy rosyjskich historykom : jeśli nam nie wierzycie, zróbcie ekshumację cmentarzy i grobów jenieckich. Dziś jest taka technika, że wszystko można znaleźć. Ale nie chcą. Zresztą nawet wywiad niemiecki przed wojną szukał masowych grobów i nie znalazł. A obozy były zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od granicy polsko-niemieckiej. Nie dałoby się tego ukryć przez tyle lat.

Jakie są szanse na przekonanie Rosjan, że żadnego „ Anty-Katynia” nie było?

Większość rosyjskich historyków, którzy zajmowali się tym tematem doszła już do tego, że ofiar było nie więcej niż 18-20 tysięcy, zmarłych z powodu chorób.  Przygotowaliśmy nawet wspólnie pierwszy tom dokumentów na ten temat. Powstały co prawda dwa wstępy do tej publikacji, ten rosyjski mówił o imperialistycznej polityce polskiej, no ale w końcu ten prezydencki grant trzeba było jakoś rozliczyć… . Natomiast „dworscy” historycy rosyjscy nie przyjmują tych wspólnie ustalonych liczb do wiadomości. Są w trudnej sytuacji, bo z jednej strony chcą udowodnić, że w 1920 roku zginęły dziesiątki tysięcy ich jeńców wojennych, a z drugiej muszą robić to tak, żeby nie wyszło, że Polacy jednak tę wojnę wygrali. Teraz to jest problem polityczny. Gdyby nie potrzeba „Anty-Katynia” w Rosji, cała ta sprawa już dawno zostałaby wyjaśniona.

Więcej informacji na ten temat:

Andrzej Fedorowicz
biuro@amaf.pl
602 228 679

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *