Szkolenia dziennikarskie: jak robić dobre zdjęcia?

Wielu dziennikarzy wykonuje jednocześnie obowiązki fotoreporterów, z lepszym lub gorszym skutkiem. Często uważają, że niedoskonałość robionych przez nich zdjęć bierze się ze słabej jakości sprzętu, którego używają. Doświadczony fotoreporter Piotr Bławicki obala ten mit: jakość zdjęcia zależy od nas samych, nie od aparatu. Poniższe video pokazuje, jakie błędy najczęściej popełniają niedoświadczeni właściciele cyfrowych lustrzanek i jak im zaradzić.

Często zdarza się, że jadąc na temat dziennikarz nie wie, w jakim miejscu i sytuacji będzie robił zdjęcie. Ostateczna jego jakość zależy nie tylko od oświetlenia, ale nawet od koloru ubrania fotografowanej osoby.
Drugi film odpowiada na pytanie, jak prawidłowo robić korekcję naświetlania w „warunkach bojowych”, aby zdjęcie miało jakość kwalifikującą je do druku.

Aby zamówić szkolenie: biuro@amaf.pl, 602 228 679

Nowe tematy dla „Focusów”

Współpraca Agencji Medialnej z magazynem Focus trwa już trzy lata, ale postanowiłem przypomnieć o niej z dwóch powodów: ukazania się nowego tytułu pod tą marką (Focus Śledczy) oraz 15-lecia pierwszego polskiego wydania pisma (w październiku 1995).

W pierwszym numerze Focusa Śledczego opublikowałem tekst opisujący narzędzia słynnych zamachów politycznych (od czasów biblijnych do Jana Pawła II). Został on wydrukowany razem z tekstem Bogusława Wołoszańskiego o nieznanych dotąd, sensacyjnych faktach dotyczących sfałszowania sekcji zwłok prezydenta Johna F. Kennedy’ego (czytaj w formacie pdf).

Z kolei we wrześniowym numerze Focusa ukazały się dwa moje teksty: o zleceniodawcach kradzieży słynnych dzieł sztuki oraz technikach przesłuchań, stosowanych przez służby specjalne.

Okładkowym tekstem wrześniowego Focusa Historia był z kolei tekst mojego autorstwa, opowiadający o najsłynniejszych podwójnych agentach w wojnach wywiadów.

Następne teksty ukażą się w wydaniach październikowych. W urodzinowym numerze Focusa będzie to materiał o metodach szkolenia funkcjonariuszy służb specjalnych do podejmowania decyzji w warunkach ekstremalnych, a w Focusie Historia tekst o tajnych akcjach politycznych Watykanu.

Zapraszam do lektury.

Dziennikarze z 11 redakcji lokalnych przeszkoleni w ramach Akademii Prasy Lokalnej Plus

25 czerwca br. rozpoczęły się szkolenia dziennikarskie w ramach Akademii Prasy Lokalnej Plus. W pierwszym seminarium „Doskonalenie warsztatu redaktorskiego” wzięli udział dziennikarze 7 redakcji lokalnych z całej Polski:

W drugim szkoleniu na ten temat (16-17 lipca br.) uczestniczyli, oprócz kolejnych osób z już wymienionych gazet, dziennikarze z pięciu innych czasopism.

W planach jest w sumie 35 seminariów, obejmujących 11 tematów. Trwa rekrutacja na najbliższe miesiące. Osoby zainteresowane mogą zgłaszać swój udział w APL+ pisząc na adres: rekrutacja@apszkolenia.pl. Szczegółowe opisy szkoleń i zasad udziału w programie można znaleźć pod adresem www.aplszkolenia.pl.

Akademia Prasy Lokalnej Plus: tanie szkolenia dla dziennikarzy

Po trzech latach przerwy ruszył duży program szkoleniowy dla dziennikarzy gazet lokalnych pod nazwą Akademia Prasy Lokalnej Plus. Patronuje mu Izba Wydawców Prasy. Program obejmuje 11 tematów seminariów, takich jak:

  • Dobre rzemiosło dziennikarskie
  • Doskonalenie warsztatu redaktorskiego
  • Dziennikarstwo śledcze
  • Redagowanie stron internetowych
  • Wizualizacja treści
  • Fotografia dziennikarska
  • Zarządzanie wydaniem
  • Sprzedaż reklam
  • Multimedialny reporter
  • Finanse wydawnictwa
  • Wolność wypowiedzi

Agencja Medialna współpracuje z APL+ zarówno przy prowadzeniu szkoleń, jak i redagowaniu strony internetowej programu. Więcej informacji pod adresem www.aplszkolenia.pl.

Focus Historia: Pół miliona Polaków służyło w Wehrmachcie

W numerze 2/2010 magazynu Focus Historia ukazał się mój tekst poświęcony losom 500 tysięcy Polaków, przymusowo wcielonym do Wehrmachtu w czasie II Wojny Światowej. Tekst oparty jest zarówno na relacjach byłych żołnierzy, jak i niesamowitej historii poszukiwań grobu ojca przez Alojzego Lyskę (na zdjęciu poniżej) ze Śląska, znanego samorządowca i byłego posła na Sejm RP.

Historii tej poświęcony był też film „Dzieci Wehrmachtu”, wyemitowany w styczniu w kanale TVN Discovery Historia. Dłuższa wersja tego filmu na trafić do kin w najbliższym czasie.

W odróżnieniu od filmu, tekst w Focus Historia opowiada nie tylko nie tylko o Polakach powołanych do Wehrmachtu ze Śląska, ale także z Pomorza i północnego Mazowsza. To wciąż biała plama w historii Polski, przez ponad 60 lat objęta całkowitą zmową milczenia.

Kliknij tu, aby przeczytać artykuł w wersji online

Faktowi ku pamięci

Dziś „Fakt” zwolnił 24 dziennikarzy i sporą grupę grafików. Pracownikom z najdłuższym stażem oferuje bajeczne wręcz warunki odejścia: 6-miesięczny okres wypowiedzenia, płatny w 100 procentach, bez obowiązku świadczenia pracy na rzecz redakcji i bez zakazu konkurencji. Podobno dogadanie się na takich warunkach z pracownikami bardziej opłaca się firmie Axel Springer, niż zwolnienia grupowe. A jest kogo zwalniać.

Ostatnio szefowie oddziałów tego koncernu spotkali się w Austrii, by podzielić się przemyśleniami na temat czeskiej gazety „Blesk”. Ten sensacyjny tabloid osiąga w 10-milionowym kraju sprzedaż w okolicach 250 tysięcy egzemplarzy, czyli proporcjonalnie wyższą, niż „Bild Zeitung” w Niemczech czy „Fakt” w Polsce. I co najciekawsze – robi go zespół zaledwie 45 dziennikarzy. W „Fakcie” pracuje ich 195. A raczej pracowało.

Skąd się wzięły takie gazety-molochy, w których do zrobienia jednej strony informacji potrzeba ponad 10 osób? Niektórzy pamiętają jeszcze czasy, w których gazety większość swoich przychodów osiągały ze sprzedaży egzemplarzowej, a nie z reklam. Zespoły redakcyjne były niewielkie, pensje skromne, ale bezpośrednio powiązane z jakością publikowanych tekstów. Dobry materiał mógł zwiększyć sprzedaż gazety nawet o 10 procent i to bez żadnych marketingowych sztuczek.

Sytuacja zaczęła się zmieniać w połowie lat 90., wraz z przechodzeniem czarno-białych dotąd gazet na kolor. Dzienniki stały się z dnia na dzień interesującym dla ważnych domów mediowych nośnikiem reklam, alternatywnym wobec coraz droższej telewizji. Duże firmy zaczęły na stałe wpisywać reklamy w gazetach w swoje strategie marketingowe. Wąski strumyk pieniędzy płynących do gazet zmienił się w szeroką rzekę. Pod koniec lat 90. dzienniki były już miejscem, w którym zarabiało się naprawdę duże pieniądze.

90 procent tych pieniędzy zarabiały działy reklamy. Pieniądze pochodziły od banków, deweloperów, dilerów samochodowych, towarzystw ubezpieczeniowych, operatorów sieci komórkowych itp. Wszystkie te firmy składały się przez ostatnią dekadę na to, by zatrudnienie w redakcjach puchło, a pensje rosły.

Dziennikarze i redaktorzy żyli jednak w przekonaniu, że to ich zasługa. I to mimo faktu, że pieniądze ze sprzedaży gazet – a więc te bezpośrednio uzyskiwane od czytelników – wynosiły czasem zaledwie 10 procent przychodów. W miarę wzrostu zatrudnienia wydajność dziennikarzy spadała, podobnie jak jakość coraz droższych tekstów, których autorzy (a także ich szefowie) nijak nie mogli odnaleźć się w nowym świecie multimediów. Tekstów – dodajmy – poddawanych bezlitosnej ocenie w internecie przez sieciową społeczność, która nie ma już nabożnego stosunku do słowa drukowanego i nie ufa wielkim koncernom wydawniczym.

Dopóki jednak strategie reklamowe innych wielkich koncernów przewidywały wykorzystanie dzienników, dziennikarze i redaktorzy mogli spać spokojnie. Rozwój internetu i kryzys zniszczyły jednak ten 10-letni błogostan. Dziś w USA wydawcy gazet – już po wielkich cięciach zatrudnienia siegających nawet 50 procent załogi – nadal nie mogą dopiąć przychodów i wydatków. Domagają się więc coraz głośniej, by podatnicy pomogli w utrzymywaniu gazet w podobny sposób, jak robią to w przypadku muzeów czy domów kultury.

W Polsce obecne cięcia zatrudnienia i pensji w dziennikach nadal mają się nijak do wydajności zespołów redakcyjnych. O ile pensję dobrego grafika w „Fakcie” na poziomie 5 tys. zł czy doświadczonego szefa działu w okolicach 10 tys. zł brutto można uznać za w miarę normalne, o tyle utrzymywanie 6-7 redaktorów naczelnych i ich zastępców w jednej gazecie z pensjami 20-25 tys. zł brutto jest ekonomicznym absurdem. Podobnie jak kosmiczne pensje i premie zarządów banków przed kryzysem finansowym.

Tu jednak zmiany przyjdą najpóźniej. Ale w końcu – przyjdą.

Podręcznik dziennikarstwa dla reporterów i wydawców niezależnych gazet lokalnych na Ukrainie, Białorusi i w Azji Centralnej

W lipcu Agencja Medialna zakończyła pracę nad przygotowaniem podręcznika dla dziennikarzy niezależnej prasy na Wschodzie. Projekt finansowany przez organizację pozarządową Wschodnioeuropejskie Centrum Demokratyczne (EEDC) został zrealizowany wspólnie z firmą doradczą Ex-Press, specjalizującą się w grafice prasowej.

60-stronicowa książka zawiera najważniejsze informacje pozwalające na zaplanowanie działalności wydawniczej zarówno od strony dziennikarskiej, jak i promocyjnej, marketingowej i technicznej. Zawiera liczne ilustracje i przykłady, a także odpowiedzi na najczęście zadawane pytania.

Książka została przetłumaczona na język rosyjski, w planach jest też wydanie jej w innych językach narodowych krajów b. ZSRR. Prawa do dystrybucji posiada EEDC. Wkrótce pełna wersja książki w formacie PDF ma być dostępna na stronie internetowej tej organizacji. Dzięki temu nawet dziennikarze z najbardziej odległych rejonów Azji Centralnej będą mogli pobrać ją przez sieć.